CZY JESTEŚ SAMOTNA, MAMO?

Mam okropne przyzwyczajenia przeglądania facebooka i instagrama przed snem. Pojawiające się statusy i obrazki skutecznie zabierają mi minuty cennego snu. Ostatnio jednak ktoś skomentował moje stare zdjęcie sprzed bycia żoną, matką i kurą domową (tfu house managerem). Widać na nim dziewczyny, które na chwilę przystanęły, by uśmiechnąć się do obiektywu. Stare komentarze przywróciły mnie do tamtego okresu. Jednak kopnęło dość mocno, że od tamtego czasu takie chwile zdarzają się w sumie dość rzadko. Burza uczuć – tęsknota, zazdrość, gorycz, a może nawet gniew. Szybko jednak minęły i została mała pustka, taka delikatna samotność w sercu.

Macierzyństwo bywa samotne.

Tak, mimo posiadania dziecka, zdarza mi się być samotną.

Macierzyństwo bywa samotne.

Tak po prostu jest.

Zanim głośno się sprzeciwisz, pomyśl. Jeśli masz trochę szczęścia masz może dwie – trzy przyjaciółki, z którymi jesteście w dobrych kontaktach. Jednak jak często masz chwilę, by tak naprawdę spędzać z nimi czas? Życie pędzi nieubłaganie, dziecko potrzebuje drzemki, mąż pracuje do późna, obiad sam się nie ugotuje, wszystko się zmienia niezależnie od nas. Choroba, wysypka lub zła pogoda, odwołują często długo wcześniej zaplanowane sprawy i spotkania. Ciężko mieć przyjaciół w okresie macierzyństwa a jeszcze ciężej utrzymywać z nimi normalny i realny kontakt.

W końcu rozmowa przez telefon przerywana krzykiem: „Mamo!”, kilka znaków skreślonych na szybko przy dźwiękach stukającej klawiatury to nie to samo, co kontakt wzrokowy, dłoń na dłoni czy wspólne, ale jakże potrzebne milczenie.

Ktoś powie, że jest jeszcze dziecko i dzieci. Partner lub mąż. Te osoby powinny wystarczyć. Ile razy jednak mam ochotę porozmawiać z kimś innym niż mąż? Ile razy można układać największą wieżę świata z klocków?

Szczególnie w okresie zimowym jest ciężej. Jakoś nie mam ochoty na długie spacery, gdy za oknem leje. Odpadają place zabaw, gdzie można się było z kimś umówić, czy szybka przejażdżka na rowerze na drugi koniec miasta po to, by choć na moment uścisnąć przyjaciółkę. Porozmawiać z kimś o miesiączce, chrapaniu chłopa i obrzydliwie śmierdzącym nocniku. Podzielić się z kimś myślami, obawami, które skrywamy przed najbliższymi.

Początki macierzyństwa prócz odkrywania 7 cudów naszego maleństwa, za kulisami odkrywają płacz i brud. Nie zdążysz posprzątać jednego pokoju do końca, a na nowo jest bałagan. Pralka dziwnym trafem niezależnie od ilości zrobionego prania, ciągle nie jest pusta. To sezon na nieogolone nogi, jednominutowy makijaż i skrócony czas kąpieli. To czas, gdy kobieta bywa tak sfrustrowana, że ma ochotę walnąć wszystko i uciec, gdzie pieprz rośnie. To okres, kiedy choć kocha się dziecko najbardziej w świecie, tęsknie wraca się myślami do okresu sprzed ciąży. Tego momentu, kiedy każda z nas wiodła beztroskie i wolne życie, zależne po części od własnego widzimisię.

Nie daj się okraść samotności.

Kiedy samotność skrada się do Twojego serca i zaczniesz odczuwać żal do całego świata, zatrzymaj się na moment. Spójrz na to, co masz wokół siebie. Wypełnij bezlitosne chwile na wojnę na poduszki, wspólne pieczenie naleśników i obżeranie się popcornem. Nie pozwól tymczasowej samotności ukraść te najważniejsze momenty Twojego życia.

Nie mówię, że kosztem przyjaciół i przyjaźni. To oczywiste, że nasze relacje ulegną osłabieniu. Znajdź w tym wszystkim złoty środek, by nie dać się stłamsić codziennym obowiązkom. Nie jesteśmy nauczone żyć w izolacji, a kobiety potrzebują wsparcia i zrozumienia u innych kobiet.

Pamiętaj, że łatwo jest się zniechęcić i dać się pokonać. Łatwo jest przylgnąć do komputera i znajomych online. Jednak to nie jest rozwiązanie, ono nie uratuje Cię przed strasznym uczuciem samotności. Znajdź grupę innych mam, by spotkać się, spędzić wspólnie czas. Połącz przyjemne z pożytecznym, gdy dzieci się bawią masz czas na pogaduchy i pyszną kawę w dobrym towarzystwie. Wyjść z własnej strefy komfortu, poznaj nowych ludzi. Może Twoja nowa przyjaciółka siedzi kilka domów dalej i jest samotna tak samo jak Ty. Tak, nie jesteś jedyną osobą na świecie, która ma wszystkiego dość i pragnie towarzystwa innych dorosłych ludzi.

Nie pozwól, by samotność skradła Ci coś, co powinno należeć tylko do Ciebie. To, co piękne często pędzi pod naszymi nogami zbyt szybko i wystarczy chwila nieuwagi by tego nie zauważyć.

  • Mama Ka

    Ja jako młoda mama byłam wyjątkowo samotna… Moje rówieśniczki chodziły do szkoły i na imprezy, a ja… tkwiłam z dzieckiem w domu z nadzieją, że może któraś na chwilkę mnie odwiedzi. Tylko która nastolatka miałaby ochotę na dłuższy kontakt z niemowlakiem i jego matką? 😛

    • Młode matki mają jakoś tak dużo gorzej, jest im na bank ciężej. Ja mogę powiedzieć wyszalałam się za mlodu… Z drugiej strony, gdy Twój syn będzie umawiał się z dziewczynami ja nadal będę odrabiać z córką lekcje…

  • Ale trafiłaś tym tekstem. Czuję się cholernie samotna. Brakuje spacerów, spontanicznego wypadu na miasto na ciacho, zwierzenia sie z tego co najbardziej zaprząta me myśli. Ale póki jest jak jest, zbieram się w sobie i tworzę to co pozwala choć na chwilę zapomnieć, że tego nie mam. Wierzę jednak że pokrewną duszę wkrótce odnajdę.

    • Na bank odnajdziesz, gdzieś już na Ciebie czeka i pewnie jest w podobnej sytuacji co Ty. Potrzeba jeszcze tylko chwilki :*

  • Cukromania

    Wspaniały wpis – naprawdę, jeden z najlepszych, jakie czytałam :* Pisałam to u siebie i dodam to tutaj: „Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.” (Ernest Hemingway)

  • Czy ty przypadkiem nie chcesz mi powiedzieć, że mam przyjechać oddać w końcu miseczkę i wypić „3w1”? 🙂

    • Marta

      Angelika, robimy stadny nalot!

      • Koniecznie, tylko jej nie mówmy 🙂 To będzie niespodzianka 🙂

        • Oj nie byle nie niespodzianka 😀 Wiecie jak trudno u mnie na tych kilku metrach z porządkiem! Proszę mnie uprzedzić koniecznie!

  • Nienawidzę Cię, bo się popłakałam!

  • ausente

    Oh tak!! Dokladnie tak jest. Dlatego ciagam tego mego Enrica wszedzie gdzie sie tylko da. Co nie zmienia faktu ze akurat dzis mam ten mega dzien czyli tesknienia za starymi szalonymi czasami…

    • Mam wiele takich tęskniących dni za sobą i pewnie jeszcze więcej przed sobą…

  • Marta

    Zgadzam się z Tobą w 100%. A skoro mówię to ja, matka piątki dzieci – to znaczy, że każda z nas bywa samotna, jakkolwiek temu by nie zaprzeczała. Dzieci, dom, partner – tak, to szczęście i powodzenie- ale wypady ze znajomymi, wino sączone z przyjaciółką do rana, wspólny maraton w kinie, wariactwa bez patrzenia na zegarek, któż z nas za tym nie tęskni?
    Wiolka, Ty mądra Dziewczyno! Niech mi dzieci pozdrowieją, a oszukamy trochę samotność, co? :* ♥

    • Czekam na to nasze „odsamotnianie” 😀 i dużo zdrówka dla dzieciaszków :*

  • Wiola, czuję ten tekst każda komórką mojej podwójnej samotności 🙁

  • Świetnie to napisałaś! Każda z nas na swój sposób zmaga się ze swoją samotnością. Pozdrawiam 🙂

  • W końcu ktoś odważył się powiedzieć to głośno. Mama to też człowiek. Brawo! :*

    • Człowiek, ale z misją 😉 Każdy ma prawo do uczuć, niestety jednak samotność potrafi je wszystkie zdominować.

  • Magda

    Prawda prawda prawda Dziec ponad 8 mscy a ja coraz czesciej odczuwam samotnosc

  • zaczęłam wracać do świata, jak Młody miał 3,5 roku, a teraz czeka mnie jeszcze 2,5 do powrotu:) Czy czuje się samotna Pierwszy raz czytając wpis nie tylko tu płaczę… Kurcze nawet na tekście o ojcach się trzymałam….

    • Roksana twarda babka jesteś, każdy musi kiedyś się rozładować. Ja czasem ryczę na głupich filmach, ba przeryczałam pół swojego ślubu – ze wzruszenia. My kobiety czasem tak mamy. A Ty po prostu pozbądź się na kilka godzin swoich ukochanych pociech i idź byle gdzie, naładuj baterie i świat jakoś od razu będzie piękniejszy 🙂

  • Peptismum

    Trafiłaś w sedno. Jedyne wyjście to za wszelką cenę organizować sobie czas i w wolnej chwili zamiast odpoczynku spotykać się z przyjaciółmi, znajomymi. Powiem szczerze, że ostatnio często przejmuję inicjatywę i umawiam się, albo nas ze znajomymi, zapraszam do nas przyjaciół. Nie zawsze wszystko wypala, bo w większości mamy już dzieci, ale często udaje nam się spędzić trochę czasu razem i pogadać bez skrępowania. 😉

    • Mi właśnie ostatnio na wszystko brak czasu. Wszystko się rozwija, Nadia jest coraz bardziej absorbująca… Może wkrótce zmienie życie na tryb slow 😉

      • Peptismum

        Czemu tak jest z tym czasem, że zawsze go brakuje? Też się na tym łapię 🙁 Na szczęście niedługo zaplanowane wspólne wyjście do kina, póki Paweł jeszcze przez pewien czas będzie jedynakiem, to mogę go zostawić pod opieką dziadków, tak, że jeszcze dam radę wyjść 😉

  • Mam to szczęście, że jedna z przyjaciółek jest w ciąży a reszta rozumie, że moje życie się zmieniło. Nie oczekują ode mnie niczego. Jak chcę się spotkać to wiedzą, że muszą się na ten mój koniec świata pofatygować. Ale my sami też staramy się ich nie zaniedbywać. Każdy spacer wykorzystuję na rozmowy telefoniczne. Młody i tak śpi. Często angażujemy mamę do opieki nad dzieckiem. Mamy ten komfort, że o 19 już spi a my możemy wyjść. I choć jestem półprzytomna to uważam, że muszę się z nimi spotykać. Inaczej bym oszalała.

    • Fajnie, że masz towarzystwo które Cie rozumie. WIelu kobietom właśnie tego brakuje. No i babcia to drogocenny skarb – u nas również, bez niej chyba nie wychodziłabym z domu. Mąż ciągle w pracy…

  • piękny tekst. My z mężem spotykamy się ze znajomymi, czasem sami, czasem z dziećmi. Nie są to częste spotkania, ale jednak są nam potrzebne. Sama z przyjaciółkami to spotkałam się może raz albo ze dwa w zeszłym roku. Każdy ma swoje życie, pracę i wolny czas okrojony do minimum. Ale coś jest w tej samotności. pozdrawiam

    • I my się spotykamy, jednak i tak są takie dni, że mam ochotę wyjść do ludzi, ale akurat nie mogę. Przy dziecku to dość często spotykane 🙂

  • Gdy zostałam mamą moje wszystkie koleżanki były jeszcze gówniarami (tak jak ja zresztą), a ja miałam już kogoś kim musiałam się opiekować i czuwać 24h na dobę. Spotkania więc były, ale już nie takie same. Rok później moja najlepsza przyjaciółka została mamą. Moje wizje wspólnych spacerów i zabaw na pobliskich placykach jednak się nie sprawdziły. Zawsze jakoś było nam nie po drodze. Wtedy czułam się samotna, choć nie raz mogłam odetchnąć na małych domówkach u przyjaciół, albo w kinie z małżonkiem. Teraz, gdy wyjechaliśmy z kraju jest o wiele gorzej. Tutaj nie mam znajomych. Tutaj nawet nie mam szans na kino. Jesteśmy ciągle w trójkę, albo we dwoje: ja z dzieckiem. Poszłam jednak do szkoły językowej i gdyby nie to mój stan na pewno był by w rozsypce. Może nie mam przyjaciół, znajomych do kawy, ale zawsze pogadam sobie z kimś w szkole i jestem z nimi sama. To moi znajomi, nie męża więc tym lepiej dla nas 🙂
    To jednak przykre jak rozmijałyśmy się z przyjaciółką wtedy gdy miałyśmy okazję to częstych spotkań. Teraz czekam tylko do wylotu do Polski i już wszystko zaplanowane- imprezka się odbędzie 🙂 pierwsza i raczej ostatni już w tym roku…
    Pozdrawiam

    • Mieszkałam za granicą ponad 2 lata, znam ten ból. Język to podstawa, więc szkoła to super pomysł 🙂 i robisz coś dobrego dla siebie, a to ważne!

  • Dokładnie TAK… DOBRZE napisane MATKO! Pozdrawiam bardzo ciepło.

  • blog by dozza

    Dobre! Macierzyństwo = czas nieogolonych nóg 🙂 Uwielbiam!!

    • Ciii… Może nikt nie zauważy 😉 W końcu wstyd się przyznać, dobrze tylko, że zimą ukryte pod długimi nogawkami 😀

  • Kamila Anna Danych

    ale świetnie się czytało przed snem:))) dziękuję:) U mnie w sumie jest trochę odwrotnie, ja i mąż cierpimy na przeciążenie ze strony imprez:P Jesteśmy już zmęczeni tymi spotkaniami to u nas to u znajomych, synkowi chyba to się podoba jak ciocia, wujek czy ktoś z rodziny się u nas w domku pojawia, my w sumie też, ale czasem mamy tego po prostu dość, bo np. chcielibyśmy spędzić ten jeden dzień samemu najpierw we troje, a jak synek pójdzie spać to tylko we dwoje:) Święta minęły szybko za szybko, myśleliśmy że chociaż w ten okres będziemy mieli chociaż chwilę dla siebie, ale stale ktoś przychodził, to się wyjechało do rodziny, to znowu my jechaliśmy do kogoś w odwiedziny, i tak naprawdę wcale w te święta nie odpoczęliśmy. Ale muszę przyznać, że mimo, że stale u nas w domu jest głośno i wesoło od śmiechów i chichów znajomych czy osób z rodziny, to się z tego cieszymy, wolimy chyba jednak to, niż nie mieć przyjaciół, na których możemy polegać i którzy nas odwiedzają i spędzają z nami czas, bo po prostu nas lubią:-) i niech tak zostanie:DD

    • Znam takie „pełne domy”. Tam zawsze drzwi są otwarte, a gdy jedni goście wychodzą, drudzy wchodzą. To niesamowite bo właśnie Ci „gospodarze” zawsze są ulubieńcami wszystkich, tryskają dobrym humorem i wiecznie się uśmiechają. Ja nie potrafię tak, może to kwestia za małego mieszkania. Z jednej strony współczuje, jednak z drugiej zazdroszczę 🙂

  • Amen 🙂

  • Karolina Matyjaszczyk

    Trafiłaś w sam środek problemu. Mi i mężowi wszystkie znajomości się rozjechały, bo gdy my staraliśmy się o dziecko to im w głowie były tylko imprezy. Teraz gdy my powoli wychodzimy z pieluch i zaczynamy myśleć o wyjściach z domu to większość znajomych spodziewa się dzieci. Moja najlepsza przyjaciółka od półtora roku jest zagranicą, więc również jest ciężko. Prócz samotności to także zagrożenie dla małżeństwa. Ile można przebywać tylko ze sobą?

    • Masz rację, choć nie patrzyłam nigdy w tą stronę. Musicie do nas przyjechać w końcu! 😀 Odsamotnimy się i napijemy czegoś dobrego 🙂

  • Wiem o czym piszesz. Choć mnie bardziej od samotności doskwiera coś
    trochę innego – chwile frustracji. Kiedy mam wrażenie, że właśnie
    wszystko wymyka mi się z rąk. Nie zdążę ogarnąć salonu, gdzie wszystko
    jest porozwalane, a już szuflady w kuchni idą w ruch. Złapię za
    odkurzacz, a za plecami młody próbuje kabel wyrywać z kontaktu. God
    damn. Do tego te oczekiwania i presja narzucana przez bliskich. Na
    szczęście mam wspaniałe, niedzieciate przyjaciółki. Mimo, że bez
    dzieci, to zawsze są dyspozycyjne, by się spotkać i pogadać. Słuchają moich problemów, ale też są bardzo ciekawe tego jak jest z dzieckiem. Choć z
    drugiej strony brakuje mi bardzo znajomych mam w realu (bo w sieci jest
    ich całe mnóstwo).

    • Znam to doskonale. Mam malutkie mieszkanie w tej chwili jest to raptem pokój i kuchnia. Wierz mi na słowo nie pamiętam dni kiedy wszędzie było zupełnie czysto. Zanim zacznę sprzątać kuchnie, w pokoju już są porozwalane zabawki, kredki i inne rzeczy. Nie mogę się doczekać kiedy Nadia będzie miała swój własny pokój. Może wtedy to wszystko się zmieni…

  • mako

    Dobry i szczery tekst. Zrozumie go każda matka :). Sa takie chwile, takie chwile, że chce się wyjść … gdziekolwiek. Pogadać z koleżanką, wypic kawkę ( ciepłą) i nie przerywaną „a mamo, to , a mamo tamto”. W moim przypadku rozjechały się wszystkie przyjaźnie z nie-dzieciatymi przyjaciółkami. Inne obowiązki, inne priorytety, inne potrzeby. Tak jak pisałam, każda mama chce czasem gdzieś wyjść, ale to nie znaczy, że nie chce też spędzać czasu z dzieckiem, że ten czas jest dla niej stracony. A spotkanie z nie-dzieciatymi koleżankami czasem kończyo się konkluzją ” uratowałyśmy Cię, dzięki nam wyrwałaś się z tego okropnego domu i od DZIECKA”. A to też nie tak. Ja nie muszę uciekać, ja nie cieszę się z każdej chwili spędzonej poza domem. Ja po prostu czasem lubię wyjść, a potem lubię wracać. I moje dziecko nie jest „bleee” i moje życie nie jest nudne i stracone, tylko dlatego ,że mam dziecko i nie mogę brykać wszędzie i zawsze :). Ostatnio łatwiej mi znaleźć współny język z innymi mamami. Kończy się tak, że i tak gadamy o dzieciach, ale GADAMY! Wygadamy się i jest nam dobrze 🙂

    • To jest ważne, nie ucieczka ale przerwa. Przerwa, by móc zatęsknić. Na sekundę odsapnąć, zaczerpnąć tchu i pokolorować od nowa czasem nudne i szare życie 🙂

  • anna p

    fajnie ujęłaś temat pozdrawiam

  • Pingback: Update # 2 - patita.pl()

  • najsmutniej jest w tygodniu gdy nikt nie ma czas… albo może nie chce miec… ciezko powiedziec dlatego kocham WEEKENDY bo co sobotę sa u nas znajomi jedna para,dwie nie raz 6… albo gdy maja cos innego na glowie my jedziemy do Tesciow za miasto a tam czeka brat meza siostra z swoim mezem i dzieckiem …. jednym slowem pelen dom ludzi. Staramy sie wychodzic do ludzi by niezdziczeć….

  • Mysza

    Tak czytam i mam wrazenie jakbym czytala o sobie tylko ja mam jakas blokade psychiczna i nie wiem chyba jestem jakas antyspoleczna… przeprowadzilismy sie z mezem do nowego miasta tylko ze to bylo ponad rok temu, mieszkam w 3 pietrowym bloku, wokol pelno mlodych ludzi widac ze wszyscy sie juz zakumplowali, rozmawiaja ze soba a ja co? Ja nic tylko czesc i nic wiecej, z nikim nie rozmawiam tylko wychodze z moim roczniakiem na spacer ciagle sama. Maz w delegacji a ja jestem tak samotna ze juz nawet nie potrafie udawac ze jestem szczesliwa, jak na niezczescie moj maz tez nie jest jakis super smialy i nawet w wekendy tkwimy sami w domu raz na jakis czas jadac do rodzicow. Mam dosyc takiego zycia. Chcialabym zeby wkoncu cos sie zmienilo bo chyba wpadne w depresje;(

  • Misako – matka po japońsku

    Zgadzam się do fragmenty o nowych przyjaciołach. Jeśli przyjaźń jest prawdziwa to dziecko i macierzyństwo nie jest w stanie jej zniszczyć. Oczywiście może chwilowo się zmienić na okres adaptacji każdej ze stron, jednak finalnie prawdziwy przyjaciel pozostanie przyjacielem. Mówię to z doświadczenia.

    • Fakt, zniszczyć to może za dużo powiedziane. Jednak osobom bezdzietnym często trudno jest zrozumieć ten nowy sposób życia swoich przyjaciół. Kontakty często się zacierają na jakiś czas. Ja pamiętam, też siebie z okresu „przed”. Często mimo, że miałam ochotę spotkać się z przyjaciółką, myślałam że albo jest zajęta albo zmęczona – w końcu ma dziecko. Nasza znajomość uległa strasznej transformacji, choć w tej chwili nadal się przyjaźnimy.