DLACZEGO MAMY SĄ CIĄGLE ZMĘCZONE? ODPOWIEDŹ MOŻE CIĘ ZASKOCZYĆ!

 

Mamy są bardzo zmęczone, jednak wcale nie dlatego, że dużo pracują.

Mamy małych dzieci, szczególnie w okresie przebywania z dzieckiem/ dziećmi w domu, mają tendencję do złego samopoczucia, ciągłego zmęczenia i wyczerpania.

Wiadomo muszą zająć się dziećmi, nie wysypiają się i mają masę obowiązków domowych. Jednak ja mam trochę inną teorię skąd bierze się ich zmęczenie. Chociaż większości pracujących ludzi wydaje się, że matki powinny być zrelaksowane, bo przecież siedzą w domu – jest zupełnie inaczej. Ich prawdziwe przemęczenie wcale jednak nie wynika z pracy fizycznej. Dlaczego więc matki są tak bardzo zmęczone, że wieczorem mają siłę tylko paść na łóżko?

Odpowiedź jest bardzo prosta, choć wielu osobom, nie przyjdzie ona do głowy. Mianowicie wina zmęczenia to nadmierna czujność matki..

Nadmierna czujność jest zjawiskiem medycznym występującym często w stanach pourazowych lub związanych z traumą. Jest definiowana, jako wzmożony stan czułości sensorycznej powiązanej ze wzmożoną intensywnością działań i zachowań mających na celu wykrycie i wyeliminowanie zagrożenia. Jest to ciągła obserwacja środowiska pod kątem zagrożeń, nadmierna ostrożność oraz nadwrażliwość w niektórych zachowaniach.(źródło)

 

Zmęczona mama

Termin „nadmierna czujność” zwykle stosuje się w środowisku medycznym. Jednak moim zdaniem on doskonale odzwierciedla stan matki w pierwszych latach po porodzie. I będę go używać w tym poście w stosunku do macierzyństwa. Tak, więc, dla mam ( a czasem i ojców), nadmierna czujność oznacza zwiększony stan świadomości, gotowość do walki i ochrony naszych dzieci, które są zbyt małe, by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Dodatkowo nasze maluchy często same niechcący mogą sobie zrobić krzywdę.

Ciągły lęk o zdrowie i bezpieczeństwo naszych dzieci, to przecież dla większości mam nic nadzwyczajnego. Nie od dziś mówi się, że opiekując się maluchami trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Po urodzeniu dziecka kobiety mają wyczulone zmysły, szczególnie węch i słuch. Kobiecy organizm przygotował się do bycia w stanie ciągłej gotowości.

Przecież, kto inny usłyszy w nocy kwilącego malucha, kto obudzi się, gdy niemowlę zaczyna się ruszać. Kto wyczuję kupę w pampersie z drugiego pokoju? Mama – to proste.

Żyjemy w ciągłym stanie poczucia lęku, choć wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Szczególnie, gdy nasze pociechy stają się mobilne, zaczynają raczkować czy chodzić. Nagle rzeczy w naszym mieszkaniu z pozoru bezpieczne stają się potencjalnym zagrożeniem. Nasz ukochany fotel, na którym przeczytałaś wszystkie wykochane książki czy prasę stał się górą wspinaczkową, z której można bardzo szybko spaść. Toaleta czy środki do czyszczenia to już całkiem duże niebezpieczeństwo.

Nawet, gdy już „zabezpieczysz” dom przed dziećmi, nadal znajdziesz w nim masę miejsc, w którym Twoim dzieciom może stać się krzywda. Ponieważ one o tym nie wiedzą i nie są świadome zagrożeń, my robimy to za nie.

Mój Maksio na przykład otworzył sobie sam okno na piętrze, gdybym nie zareagowała w porę – wypadłby z niego. Naduśka owinęła sobie szalik wokół szyi – nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt, że zaczepił się o klamkę. Pamiętam jak dziś, gdy wypadła na nią pęknięta szyba z szafki czy jak w chwili mojej nieuwagi wsadziła sobie koralik do nosa. Takich sytuacji było dużo, jedne mniej a drugie bardziej niebezpieczne. Nie da się ich uniknąć.

Dlatego my Mamy, mamy tą świadomość, Pilnujemy, doglądamy i czasem ratujemy. Jednak świadomie bardziej lub mniej żyjemy w ciągłym lęku. Kalkulujemy i obserwujemy zagrożenia, które mogą dotknąć nasze pociechy. Ciągle działamy w trybie czuwania. A to dla naszego organizmu jest strasznie wyczerpujące.

I choć nawet nie posprzątasz mieszkania, nie ugotujesz obiadu i nie wypierzesz prania, po całym dniu z dzieckiem, sam na sam – będziesz zmęczona. I wiesz co? Masz do tego prawo!

 

Czy masz czas dla siebie, mamo?

Spędzenie całego dnia z myślą o innych jest bardzo męczące. Wiadomo, że być matką to przywilej i opiekowanie się własnymi pociechami daje radość. Jednak kolejne godziny troski i lęku gromadzą się, tym bardziej, gdy zajmujesz się nimi od świtu do… świtu. Przed dziećmi zapewne Twoje życie wyglądało zupełnie inaczej.

Nie rób z siebie Matki Polki. Pomyśl, nawet podczas pracy na etacie możesz iść do łazienki samodzielnie. Wypić kawę czy zjeść śniadanie – masz na to te 15 minut przerwy. Te 15 minut praktycznie tylko dla Ciebie.

Czy Ty opiekując się dziećmi masz te swoje 15 minut?

Jeśli należysz do większości – nie masz ich. A wiesz dlaczego? Bo ciągle masz coś do zrobienia. Jeśli Twoja pociecha ma drzemkę –Ty z wywieszonym jęzorem kończysz przygotowywać obiad, rozwieszasz pranie, prasujesz lub zmieniasz pościel. Pracując, jako gospodyni domowa (czyt. będąc na macierzyńskim) masz masę obowiązków. I wiem, że nie wszystkie da się ogarnąć, gdy pod nogami krząta się maluch. Zamiast się wyspa/ odpocząć/ zrelaksować – znajdujesz sobie zajęcie.

W końcu siedzisz cały dzień w domu z dziećmi. Musi być czysto, musi być na stole domowy obiad a na męża będą czekać wyprasowane koszule w szafie. … (W miejsce tych trzech kropek możesz dodać swoje obowiązki, których na pewno jest niemało) Ja to wiem. Jestem taką samą mamą jak Ty.

Nawet opuszczając gniazdo, martwisz się o pociechy. Zastanawiasz się, co robią i czy aby na pewno ktoś się nimi prawidłowo zajął. Przecież Ty to zrobiłabyś najlepiej. Czy wiesz, że robienie najlepiej – to kolejny wielki grzech matek? Ale to temat na zupełnie inny post. Wróćmy do meritum.

 

Wielozadaniowość pobiera opłatę za przejazd

Osobiście starałam się od zawsze być wielozadaniowa. Przecież, po co robić jedną rzecz, skoro mogę zrobić 3 i zaplanować kolejną w tym samym czasie? Kiedy chodzę z jednego pokoju do drugiego, odkładam rzeczy na swoje miejsce i porządkuje przestrzeń po drodze. Jedną ręką trzymając telefon, zmieniam pieluchę i przytrzymując synka, wyrzucam ją do kosza. Wielozadaniowość jest przydatna, ponieważ umożliwia nam zrobienie wielu rzeczy na raz.

Jednak to przez nią jesteśmy tak zajęci, że nie odprężamy się i nie odpoczywamy. Wielozadaniowość na dłuższą metę wcale nie jest dobra. Ona tylko wzmaga nasze zmęczenie. Bo musimy uważać i być ostrożne kilka razy bardziej.

Jeśli jesteś podobna do mnie (a mam nadzieję, że nie jesteś aż tak bardzo), trudno Ci spowolnić, pić kawę czy oglądać film, zamiast martwić się porządkiem w domu, dziećmi czy pracą. Wydaje się, że kiedyś kobiety miały gorzej. Pranie ręczne pieluch, brak ułatwiających życie urządzeń i udogodnień w domach. Opieka nad dziećmi, praca w polu i domu. Musiały być wyczerpujące. Jednak przyjrzyjmy się temu z bliska. Owszem pracy fizycznej było dużo więcej. Ale dzieci wychowywała cała wioska. Odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo nie ciążyła tylko i wyłącznie na matce. Rodziny były wielodzietne, a dzieci często pilnowały swojego rodzeństwa. Nawet maluchy miały swoje obowiązki, musiały pomagać rodzicom.

W dzisiejszych czasach jest inaczej. Może i faktycznie nie musimy aż tyle pracować fizycznie. Jednak presja otoczenia wobec postawy kobiety, jako matki jest o niebo wyższa. Szczególnie presja osób starszych, które na nasze macierzyństwo patrzą według starych zasad. Bo przecież skoro kobieta zajmuje się tylko dziećmi i domem, powinna znaleźć czas na wszystko. Na to by o siebie zadbać, umalować się. Mieć perfekcyjnie wysprzątany dom i wszystkie pocerowane skarpetki. Żyjemy pod ostrzałem zdania innych. Zaślepione często obrazem wyidealizowanej i pięknej matki spoglądającej na nas z instagramowych zdjęć w otoczeniu swego cudnego domu urządzonego w stylu skandynawskim. Tylko wiesz, co? Normalne życie tak nie wygląda. Dzieci się brudzą, a ułożone przedmioty na półce stoją tam tylko do momentu, kiedy ich maluch nie zauważy.

 

Masz prawo być zmęczona.

Następnym razem, gdy ktoś spojrzy na Ciebie z tym całym wyrzutem i hasłem „Ty masz dobrze, bo jesteś w domu…” czy „jak możesz być zmęczona, przecież nie pracujesz, tylko siedzisz w domu” Uśmiechnij się do siebie, bo Ty sama najlepiej wiesz dlaczego. Nie musisz się nikomu tłumaczyć.

Masz prawo być zmęczona, bo dzięki Tobie żadna Twoja pociecha nie wypiła wybielacza, ani nie umoczyła ręki w toalecie.

Jesteś zmęczona, ponieważ udało Ci się nakarmić Twojego niejadka, chociaż nie było to jedzenie eko i organiczne. Ale zjadł, a to dla Ciebie najważniejsze.

Jesteś zmęczona, ponieważ dom nie spłonął, a ściany nadal są pionowe, choć może lekko pokolorowane kredkami, markerami lub lakierem do paznokci, który zapomniałaś schować.

Jesteś zmęczona, bo dzięki temu Twoje dzieci były bezpieczne i zadbałaś o nie tak, jak potrafiłaś najlepiej.

Reszta nie powinna nikogo obchodzić .

Niezależnie od tego, jak zorganizowana, wydajna i produktywna jesteś, jako matka, i nie ważne jak posłuszne i dobrze wychowane są Twoje dzieci, bycie mamą, wymaga mega koncentracji, skupienia i zwiększonego poczucia czujności.

To sprawia, że ​​mamy prawo być zmęczone.

 

Ale wiesz? Kiedy wieczorem padam na łóżko jak kłoda to zanim zasnę myślę o tym, że kiedyś będę wspominać ten czas z uśmiechem.

Bo to właśnie robią matki.

Robimy to, co trzeba zrobić.

 

Jestem w trakcie przygotowywania e-mailowej serii dla mam.

Jeśli jesteś ciekawa, co dla Ciebie przygotowuje zapisz się na listę oczekujących.

Będzie to coś wyjątkowego – obiecuję.

Zapisz się, a dowiesz się o wszystkim, jako pierwsza.

  • Masz rację, ta czujność, oczy ciągle dookoła głowy, ciągłe obserwacje! To jest meczące 🙂 Na szczęście ja umiem znaleźc dla siebie czas i to mnie bardzo ratuje!

    • Super, właśnie to jest lekarstwo na matczynego doła i zmęczenie 🙂 Ale takich kobiet jak Ty, jest strasznie mało 🙁

      • Dlatego musimy tyle o tym pisać, by inne się nauczyły dbać o siebie!

  • Zgadzam się, wieczorem zmęczenie psychiczne po całym dniu z dziećmi jest często dużo większe niż po etacie w biurze 🙂

  • to prawda kobieta cały czas jest czujna cały cały czas czuje wielką odpowiedzialność za dziecko… szkoda tylko że mężczyźni tego nie rozumieją…. :/

    • Wiesz, najgorsze są chyba jednak inne kobiety, które czas małych dzieci mają za sobą…

  • Aleksandra Kujałowicz

    Rozumiem to szczególnie teraz, gdy dzieci są na wakacjach. Inaczej funkcjonuję. Ale gdy są to mam zasadę – wracam z pracy i kładę się na 15 minut. Mój święty kwadrans. Potem mogę wrócić do życia 🙂

  • Sama tego doświadczyłam i doświadczam. Przez pierwsze 2 lata życia moich synków spałam po 3h na dobę. Wszyscy wokoło się dziwili, pukali w czoło, odsyłali do łóżka. a ja na wiecznym standby’eu.

    • Wiesz ja ostatnio obliczyłam, że przez 6 ostatnich lat życia przespałam całe 5 nocy, całe w znaczeniu bez żadnej pobudki. Jednak chyba już nauczyłam się z tym żyć. Nawet, gdy wstaje mój mąż ja nasłuchuję czy czasem nie jestem potrzebna. TO takie zboczenie matki 😀

      • Na początku lipca pojechałam z 2 koleżankami (też mamami) do Uniejowa na weekend. Miałyśmy pić wino i się relaksować 😀
        Tymczasem położyłyśmy się spać około północy. Z 3 butelek wina „zrobiłyśmy” jedną a 2 wróciły do domu.
        Ale za to wszystkie 3 byłyśmy w ciężkim szoku, gdy obudziłyśmy się na drugi dzień o 10 rano :O To była moja pierwsza przespana noc 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Świetny tekst – i bardzo prawdziwy – a Twoja teoria jest moim zdaniem niesamowicie trafna. Ja umiem znaleźć czas dla siebie, odkąd Junior skończył 2 latka. Wcześniej kompletnie tego nie potrafiłam i wydawało mi się, że muszę być stale „na posterunku”. Teraz nie mam problemu, żeby od czasu do czasu przekazać synka pod opiekę dziadków – bo inaczej już dawno bym zwariowała.

    • Dziadkowie bardzo pomagają <3 jeśli wiesz, że maluch jest tam bezpieczny 🙂

  • Zgadzam się z Tobą w pełni, także z teorią o nadmiernej czujności. Ja już zapomniałam co to jest przy moich dzieciach (4 i 7 lat), ale właśnie poznaję na nowo za sprawą 7-dniowego malucha 🙂 Myślę, że najważniejsze jest pozwolenie sobie na bycie nieidealną. Trzeba dać sobie czas i cieszyć się macierzyństwem. Odkurzanie i prasowanie może poczekać. Nasze dzieci tak szybko rosną…

  • Masz rację, to, czego do tej pory nie potrafiłam nazwać to nadmierna czujność, szósty zmysł, pobudka w momencie rozkopywania kołdry w pokoju obok. Ktoś kiedyś napisał, że macierzyństwo to rewolwer przy skroni, coś w tym jest.

  • Anna Defińska

    Całkowicie się z tobą zgadzam. Nadmierna czujność daje znać o sobie. Ja jeszcze bym do tego dodała pewną systematyczność, powtarzalność, która u dzieci jest jak najbardziej pożądana, za to dla mamy może być bardzo nużąca. Teoretycznie nie powinno to powodować zmęczenia, jednak na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że senność w takich wypadkach mnie nie opuszcza.

  • Trafiłaś w sedno od momentu jak stałam się matką non stop jestem czujna bo wiem że zawsze coś może się wydarzyć to doprowadza do chronicznego zmęczenia mojego organizmu. Od niedawna nauczyłam się odpoczywać choć kilka minut

  • atut pielęgnacji

    A już myślałam że coś ze mną nie tak 😉

  • Prześwietliłam swój organizm. U mnie zmęczenie wywoływane jest tylko BRAKIEM SNU! Pracuję nad tym 🙂 Ale… jest ciężko!

  • Ja na szczęście staram się nie brać opinii innych do siebie, choć kiedyś niestety była ona dla mnie bardzo ważna. Żyję według własnych zasad, miewam bałagan, ale czasami mając powera jestem w stanie zrobić wszystko. Domy w stylu skandynawskim? To nie dla mnie- nie lubię mieć tego samego, co milion innych ludzi- wolę indywidualność 😉

  • Bardzo podoba mi się ta teoria. Przemawia do mnie jak mało która. Dla mnie- w sedno.

  • Gosia

    U mnie zmęczenie było spowodowane problemami z sercem. Po 3 zabiegach ablacji jest o niebo lepiej

  • dlatego Ja od czasu do czasu daje się wykazać tatusiowi 😀 bo dzieci nie są tylko moje <3

  • Macierzynstwo-raz!

    Jakbyś mnie znała. Serio 🙂

  • Ja niestety podeszłam do tematu zbyt serio. Melania urodziła się ze zmożonym napięciem mięśniowym. Wymagała mojej ciągłej uwagi i rehabilitacji. Pisałam pracę magisterską i kończyłam studia. Gdy córka spała zamiast wypocząć prasowałam stosy jej ubranek, gotowałam obiad, żeby jej tata sobie pojadł, sprzątałam, pisałam pracę dyplomową. Robiłam coś niemal w każdej minucie, prawie nie spałam, bo córka w nocy dawałam koncerty. Mój organizm jednak pokazał mi, że nie da rady. Zaczęło się od częstych wymiotów (choć prawie nie jadłam), ciągłych infekcji, a w końcu miesięcznej hospitalizacji w wyniku powikłań zaniedbanego krztuśca. Masz 100% racji. Kiedyś było inaczej. Teraz od matek wymaga się wiele więcej, a jednocześnie zupełnie ich pracy się nie docenia. Ile razy słyszymy o sobie, że siedzimy w domu? Jeśli nie zmieni się mentalność to my matki wciąż będziemy nadmiernie czujne, niewyręczane, przemęczone i niedocenione.

  • Sądzę, że ta nadmierna czujność może faktycznie powodować ciągłe zmęczenie. Do tego niedosypianie i nie pozbędziesz się zmęczenia tak łatwo…
    Ogólnie super tekst. <3

  • Katarzyna Mirek

    Oj nie znałam takiego terminu jak nadmierna czujność. Ale tak rzeczywiście mają mamy, ciągle słuchają, patrzą i czekają w gotowości. Ale myślę, że najtrudniej było mi się nauczyć odpuszczać niektóre, zupełnie zbędne rzeczy

  • Niestety, jestem bardzo podobna…

  • Zawsze staram się wygospodarować dla siebie jakiś kwadrans na lekturę. Trudno niech naczynia poczekają chwilę…

  • Coś w tym może być 🙂

  • Jesteśmy ciągle w gotowości, na wysokich obrotach…

  • matkapolka89

    Dużo mądrości w tym poście, muszę przyznać, że ja od urodzenia mojego syna w nocy bardzo źle sypiam, wciąż nasłuchuję jego oddechu, kiedy miał 4 miesiące zachorował na bezobjawowe zapalenie płuc, potem inne infekcje, itp. doprowadziły do tego, że moja czujność się wyostrzyła. Jestem przemęczona też dlatego, że psychicznie nie mogę mieć czasu dla siebie, wstaję rano, odwożę dziecko do żłobka, jadę do pracy, a w domu już jestem z dzieckiem, ale pomijam fakt, że 14 miesięcy siedziałam w domu, nie miałam żadnej pomocy… tak jest do dzisiaj.
    Niestety…..
    matki w większości są przemęczone.