DZIECI NA WESELU? O NIE!

Wczoraj byliśmy gośćmi na weselu. Przyjęcie duże w pięknym lubelskim hotelu. Dla Nas był to chyba moment przełomowy. Pierwszy raz od dwóch i pół roku zniknęliśmy córce z oczu na ponad dobę! Tak, nie zabraliśmy dziecka na wesele.

Z tego, co się jednak okazało wydaje mi się stwierdzać, że byliśmy raczej w większości. Chociaż wokół na całonocnej imprezie dreptały dzieciaczki w wieku od 1 roku do 14 lat. Z przykrością w sumie stwierdzam, że dwójka mniejszych nieumiejących jeszcze chodzić dumnie jeździła wózkami.

Dlaczego z przykrością? Głównie dlatego, że szkoda mi i tych rodziców, i tych dzieci. Hałas panujący na wielkiej sali, gdzie przez wielkie membrany z głośników słychać dudniące basy, nie wydaje mi się odpowiednim miejscem na wieczorne kołysanie do snu. Zresztą wśród nieco „podpitych wujków” chybotliwie stąpających z jednej nogi na drugą, po kilkunastu głębszych, nawet moje nogi ucierpiały. A co można powiedzieć o czasem chodzącym na czworakach małym chłopcu, który całkiem nieźle czuł się na parkiecie wśród roztańczonych par?

Ktoś może powie, że ot wyrodna matka. Sama idzie na imprezę, dziecko w domu zostawia. Egoistka z wyboru, dla wygody porzuca dziecko! Zachciało się takiej wesela!

DZIECI NA WESELU? O NIE!

Jednak ja idę o krok dalej, co za wyrodni rodzice zabierają roczne i dwuletnie dzieci na wesele? Z całym szacunkiem, ja rozumiem, co oznacza dla dziecka zabawa i dodatkowa atrakcja. Jednak pałętające się maluchy przy stołach zastawionych szkłem, gorącymi posiłkami i napojami oraz najzwyczajniej w świecie wódką – dla mnie oznacza jedno – niebezpieczeństwo.  No ok. Może nie powinnam oceniać negatywnie, aż tak bardzo. Jestem w stanie zrozumieć rodziców i maluchy, którzy są na takim przyjęciu do powiedzmy tej godziny 22. TO jakoś tam można wytłumaczyć, bo rodzina bliska, bo trzeba było iść, a nie było z kim dziecka zostawić. Zresztą 22, aż tak mnie nie przeraża jak północ czy nawet 2 w nocy!

Jednak przecież maluchy najlepiej bawią się na tradycyjnych oczepinach, nieprawdaż? Oczom uwierzyć nie mogłam. Taki szkrabik jeden, może ze dwa lata starszy od Nadusi – max 4-5 lat, przyśpiewywał w najlepsze tradycyjne śpiewki na teściową. No rozkosz… Mnóstwo podchmielonych ludzi (czytaj około 140 gości weselnych), mało cenzuralne a wręcz lekko rubaszne piosenki, a obok ten bawiący się w najlepsze słodki no powiedzmy czterolatek…

Zgadzam się, że w sumie wesele to impreza rodzinna. Znam osoby, które poproszone na wesele bez dzieci bezceremonialnie odmówiły przyjścia na uroczystość. Oczywiście są sytuacje, kiedy nie ma się bliskiej rodziny, babć, cioć, które z dzieckiem mogą posiedzieć, by rodzice mogli wyjść na „bal”. Jednak uważam, że nawet cena niani czy opiekunki to przy całych kosztach uczestnictwa w weselu to pikuś.

Czy sala weselna, całonocna impreza w wielkim hałasie to naprawdę najlepsze miejsce dla kilkulatków? Do wszystkiego trzeba chyba podchodzić racjonalnie. W końcu tak zmęczony maluch to udręka i to nie tylko dla samych rodziców, ale również dla pozostałych gości. Przecież nie można się dziwić, ze po takich wrażeniach nawet pięciolatek o 1 w nocy zacznie być marudny i płaczący. To tylko dziecko. Warto czasami zastanowić się co jest lepsze dla Twojego dziecka. Czy atrakcje związane ze ślubem i spotkaniem z rodziną są aby na pewno warte tego umęczenia i hałasu, przez które będzie musiało przejść.

Co innego poprawiny, kiedy przyjęcie nastawione jest na obecność dzieci. Często muzyka gra wtedy trochę ciszej. Są specjalne zabawy i atrakcje dla mniejszych oraz większych dzieci. To zupełnie co innego. Kilka godzin dobrej zabawy, która kończy się, co prawda nie po przysłowiowej dobranocce, ale w granicach „normy”.

wedding-cake-407170_1280

Zresztą, mimo całego mojego strachu pozostawienia córci pod opieką babci, wiem, że postąpiłam w 100% słusznie. Dziecko było pod wspaniałą opieką, w domu, zadowolone – choć zapewne nie raz zapytało gdzie mama i tata. A my w końcu mieliśmy chwile by nacieszyć się sobą w innym miejscu i czasie niż po zaśnięciu Nadii.

Wykorzystaliśmy ten czas jak najlepiej umieliśmy. Znaleźliśmy moment, by pomiędzy tańcami i wyżerką uciec na spacer w miłe otoczenie hotelu, by poprzytulać się jak dwójka zakochanych. By gdzieś między drzewami skraść sobie spragniony pocałunek bez zazdrości malutkiej i słów – a ja!

*zdjęcia pochodzą ze strony www.pixabay.com

 

  • Zgadzam się z tym co piszesz, ja za rok idę na wesele z moim narzeczonym będzie tam cała jego rodzina mamy dwójkę dzieci (5 i 2,5 latki) i nie wyobrażam sobie iść tam z nimi dla tego zapewni im opiekę bo wiem iż będzie mi źle się tam bawić jednocześnie ganiając za dziećmi i upilnować by w tym ferworze nie narobili czegoś albo sobie

  • Marlena

    a ja zabieram dzieciaki na wesela, rodzinę mamy daleko to jedyna okazja do spotkania się, one są gwiazdami, przytulane, ukokoszone, w wielu restauracjach są już animatorzy oraz pokoiki do zabawy także dajemy radę, ale szanuje każde zdanie 🙂

    • Marlena i dzieciaszki są z Wami całą noc?

  • W pełni się z Tobą zgadzam. Nawet kiedyś pisałam o tym…My nawet na wesele zapraszaliśmy bez dzieci ( akurat nie było nikogo, kto by karmił piersią, tylko same kilkulatki ) zachęcając by pociechy wzięli na poprawiny, bo już będzie spokojnie, nie tak uroczyście ( bo przecież dzieci bardzo lubią biegać w spodniach w kancik) i będą specjalne atrakcje dla najmłodszych.

    • Peptismum

      Gdybym z góry była zaproszona na wesele bez dzieci na pewno bym na nie nie poszła.

      • No, patrz a nam jakoś nikt nie odmówił. A nie, jedno małżeństwo nie przyszło ale oni i tak dzieci nie mają – może obrazili się, bo ich papugi nie zaprosiliśmy?
        Zanim jednak ktoś się obrazi, bo niesłusznie uzna, że porównuję dzieci do papug napiszę, że w przypadku wesel dużo zależy od regionu. Ja osobiście byłam tylko na jednym w mojej okolicy, na którym dzieci były mile widziane – w sensie, że zapewniono im stolik, rozrywki i atrakcje. Za to jak byłam na śląskim weselu, to dzieci były bardzo ważne na imprezie.
        Zalinkowałabym do moich argumentów przeciw ale może się Wiola obrazi więc już stopuje 😉

        • @SaraKzb:disqus linki są jaknajbardziej mile widziane 🙂 obraże się jak ich nie wstawisz 😀

        • Peptismum

          Być może dużo zależy od regonu, tak, jak piszę po wyżej w moich okolicach dzieci są jak najbardziej mile widziane.

        • Peptismum

          Jeszcze jedna rzecz mi się nasuwa związana właśnie z tym, że mieszkamy w zupełnie innych miejscach, w mojej okolicy od jakichś trzech lat stały się modne wesela bez poprawin i w takowej sytuacji pozostaje jedynie jeden dzień. Paweł, kiedy nie zabieraliśmy go ostatnio na wesele ze sobą ( było to w sierpniu) zobaczył tatusia w garniturze, mama tez wystrojona inaczej niż najczęściej i od razu zaczął się płacz, że my idziemy, a on nie, będziemy tańczyć bez niego, na pewno będą dzieci i tak dalej, a było mi go strasznie żal. Tatuś pojechał, kupił nową zabawkę na przeprosiny, włączył wesele z płyty na którym jest Paweł i było ok. Nie zabraliśmy go bo było to wesele znajomych, a zabieramy go na te bardziej rodzinne, gdzie są dziadkowie, ukochane ciocie, może się wytulić, wygadać, wypopisywać, powyciągać rodzinkę na parkiet. Jest, jak już pisałam do 20 i wraca do domu. Kolejne, co doczytałam to wynajęcie niani – w innych okolicznościach nie muszę korzystać z niczyjej opieki nad Pawłem i podejrzewam, że nagłe pozostanie z kimś obcym byłoby dla niego męką, pewnie płakałby przez cały czas. Mamy do dyspozycji jednych dziadków, którzy zostają z Pawłem, kiedy jest to konieczne i możemy na nich liczyć. Jeżeli i oni zostają zaproszeni sprawa staje się trudniejsza.

      • Wytłumacz mi proszę dlaczego? Para Młoda organizuje przyjecie dla dorosłych – chyba nie ma w tym nic dziwnego. Płaci od osoby, czasem niezależnie od wieku, czy nie ma prawa zrobić przyjecia powiedzmy tylko dla ludzi od 15 roku życia?

        • Peptismum

          Wyobraź sobie Wolu, że tez robiłam wesele, jakieś pojęcie na temat tego za kogo się płaci, a za kogo nie mam. Oczywiście, że ktoś ma prawo i zrobi, jak chce, ale do tej pory (byłam na kilkudziesięciu weselach) nie zdarzyło mi się być na takim na którym dzieci by nie było. My zabieramy Pawła na większość wesel na które idziemy, zostaje do 20 i idzie do domu, a cieszy się tym przeogromnie, uwielbia takie imprezy i kocha kamerę. Przyznaję Ci rację, rodzice na pewno nie wybawią się na weselu z kilkuletnim dzieckiem, zgadzam się z tym, druga rzecz – nagłośnienie, jeżeli tańce i stoły są na jednej sali to bez sensu zabierać dziecko, które ciągle będzie zatykać uszy przed męczącym hałasem. Co nie zmienia faktu, że wybór, czy chcę zabrać syna czy nie powinien należeć do mnie i odbieranie mi tej możliwości na wstępie sprawia, że rezygnuję. Powiedzmy, że nie mam z kim zostawić syna – co mam z nim zrobić? Lepiej od razu powiedzieć nie, niż zastanawiać się na tydzień przed co z nim zrobić. A co do zabierania dzieci na wesele to wydaje kwestią indywidualną, moje dziecko nie jest typem nudzącego się na przyjeciu, zmęczonego i marudzącego, a jednak przyznam się, że widziałam na jednym z wesel 12 latka który płakał, że chce do domu po 21. Tak, że myślę, że to kwestia indywidualna.

          • Ja na własne wesele prosiłam pary razem z dziećmi. Jednak po prostu rozumiem osoby które proszą samych dorosłych – uważam, że mają takie prawo.
            Widzisz piszesz o sytuacji, kiedy Pawełek jest z wami do godziny 20. A ja byłam świadkiem gdy maluchy „bawiły się” ze wszystkimi do przynajmniej godziny 2. Aż dziw, że tyle wytrzymały i nie usnęły pod stołem…

          • Peptismum

            Gdybym nie miała Pawła z kim zostawić, to raczej niestety nasza zabawa skończyłaby się maksymalnie o 21 i tyle. Wesele to jeszcze co innego, ale bardziej zastanawiające jest dla mnie, kiedy są jakieś festyny na świeżym powietrzu, usypiamy Pawła, oczywiście zostaje z prababcią, tyle, że już kiedy śpi i wychodzimy potańczyć, a tam przy głośnikach masa rodziców z wózkami, z dzieciakami na rekach o godzinie 23.

  • aneta

    Wiola tak samo robię z swoimi maluchami ja jestem zadowolona i one tez jak nie musza się plątać miedzy stołami śpiące i zmeczone.

  • Ewa mama Osinka

    A ja zabierałam Oskarka na wesela. Młody bawił się przez kilka godzin a ok 21 był odstawiany do domu i zostawał z jakąś opiekunką a my bawiliśmy się dalej.

    • Widzisz, to zupełnie inne podejście, a nie gdy Maluchy po 23 słaniają się na nogach wśród tańczących par 🙂

  • Karolina M.

    Lena na wesela z nami nie chodzi, głównie dlatego, że kurde to jedna z niewielu okazji kiedy ktoś chce z nią zostać i dać nam pobawić się do białego rana. Jesteśmy młodzi i mamy prawo pobawić się bez niej, nie zrozum mnie źle, że jest dla mnie utrapieniem lub coś w tym stylu, ale nawet po 30 czy 40 chciałabym móc iść się pobawić spokojnie bez dziecka. Na poprawiny jeździ z nami odkąd skończyła rok, wcześniej zostawała w domu, ale poprawiny takie to dla nas maks 3-4 godzinki, gdy na sali są również dziadkowie, ciocie i wujkowie, którzy chętnie ją zabawią, wezmą do ogrodu itd. Jeśli widzę, że jest zmęczona to po prostu wsiadamy w auto i wracamy do domu. Moim zdaniem huczna zabawa do rana to nie miejsce dla dzieci, a szczególnie oczepiny, gdzie niekoniecznie dzieją się rzeczy przyzwoite i na pewno dzieci nie powinny takich kwestii oglądać.

    • Cieszę się że mamy podobne zdanie. To jest właśnie moim zdaniem zdrowy rozsądek!

  • raz zabrałam dziecko na wesele – siedziała tam ze mną do 21.00, później przejął ją mój brat ze swoją dziewczyną.
    na weselu przez całą noc nie pobawią się porządnie ani rodzice, ani dziecko.
    jeśli ktoś nazywa rodziców idących na wesele bez dziecka wyrodnymi egoistami, to ma nierówno pod kopułą i tyle. są miejsca dla rodzin, są miejsca dla dzieci i są miejsca dla rodziców. dorośli również potrzebują czasu wyłącznie dla siebie. potrzebują rozrywki, relaksu. a takie krótkie rozstanie jest dobre dla higieny psychiki i relacji obu stron 🙂
    uważam, że fajnie, jak maluch (który już chodzi) zobaczy sobie wesele, jak potańczy, pogania za balonami, ale pierwsze kilka godzin i w porze spania lepiej, kiedy będzie już w łóżku.

    • Zgadzam się, jest czas na wyjście do parku z maluchami i czas kiedy rodzice mogą pobyć sam na sam 🙂 to znacznie polepsza relacje partnerskie 🙂

  • anulka

    Ja zabrałam swoją 5-cio miesięczną córcię na wesele. Karmiłam jeszcze piersią, więc nie mogłam jej zostawić w domu a na weselu byłam świadkiem, więc też nie mogłam nie pójść. ALE… Lenka była pod opieką mojej mamy w pokoiku na pięterku 🙂 Idealne rozwiązanie 🙂 Niunia we „względnej” ciszy spała sobie pod opieką babci, mamusia bawiła się w najlepsze na dole na weselu i z doskoku biegła na górę na karmienie 🙂 Rewelacja 🙂 Polecam każdemu (jeśli tylko istnieje taka możliwość).

    • Bardzo dobry pomysł, skora że niewielu jest tak mądrych podejść do tematu. Ty nie martwiłaś sie o maleństwo, a ono uniknęło hałasu i innych niebezpieczeństw!

  • Jedynym sensownym wyjściem jak dla mnie byłoby pójście z dziećmi na ślub i wesele, powiedzmy do popołudnia. Z jednej strony będzie na imprezie rodzinnej, a z drugiej rodzice też będą mogli się wybawić wieczorem i nocą 🙂 Mowa oczywiście o dzieciach 2 lata plus, bo niemowlęta na weselu to dla niepojęte zjawisko… Inna sprawa, że często rodzice nie mają z kim dziecka zostawić, bo większość rodziny jest na weselu 🙂

  • Martyna K.

    Ja też nie chodziłam na wesela, nie wiem, czy byli proszeni, czy nie. Pierwszy raz chyba w 6 kl. pods. poszłyśmy na wesele kuzynki, ale nie dla mnie takie imprezy. Faktycznie każdy po alkoholu, nic specjalnego. Nie brałabym dziecka na taką imprezę.

  • Paulina Kwiatkowska

    Brałam udział w kilku weselach i na niektórych faktycznie rodzic nie pił i zajmował się dzieckiem, ale czasem dzieci też latają samopas. I rodzic umęczony, i dziecko.

  • Ja na moim weselu postawiłam warunek – wszyscy bez dzieci i był spokój. Sama swojego dziecka nie wzięłabym na takie przyjęcie. No, chyba że właśnie tak do 21-22 i to zdecydowanie za zgodą Młodych 🙂

    Na razie Zośka za mała, Maluch będzie jeszcze mniejszy i szykuje nam się wesele, na które zapewne się nie wybierzemy. Szkoda będzie odpuścić, ale bardzo w życiu codziennym szanuję nasz plan dnia i nie chciałabym rozwalać dwójki dzieci kosztem kilku tańców :/

  • Magda K-ska

    Bardzo mądre podejście. Ja na swoje wesele zaprosiłam tylko dzieci z rodziny, w sumie 9 sztuk w wieku 4-10 lat, w pewnym momencie zniknęły, nawet nie wiem czy to była 22 czy wcześniej, rodzice po prostu poodwozili dzieci do babć i cioć, a sami wrócili na wesele by się bawić. Natomiast w przyszłym roku mam ślub szwagierki i ponieważ zaproszeni jesteśmy wszyscy, łącznie z moimi rodzicami to Kukę (będzie wtedy miała 14 miesięcy) także zabierzemy, bo nie będzie jej z kim zostawić. Ale już ustaliliśmy, że po prostu moi rodzice zabiorą ją do domu o jakiejś rozsądnej godzinie, a my z mężem zostaniemy na weselu. Jak się chce to zawsze jakieś wyjście się znajdzie. Świetny jest również pomysł by dziecko było z babcią, ciocią czy inną opiekunką w pokoju na piętrze:)

  • Też jestem za tym, żeby na takie imprezy chodzić bez dziecka. Maluch był z nami raz, jak siedział jeszcze w brzuchu 😀 Potem mieliśmy jeszcze jedno wesele, jak miał około 6 miesięcy i został z nianią w domu.

  • Agnieszka Detyna

    Do tej pory byłam na jednym weselu bez dzieci – nie zostały zaproszone bo restauracja liczyła za nie tak jak za dorosłego. Oczywiście się nie obraziliśmy i dzieciaki na cały weekend zostały z dziadkami bo wesele było daleko. Zazwyczaj jest jednak tak, że dzieciaki idą z nami a pierwsze wesele było gdy Emilka miała 3 miesiące. Oczywiście nie była na sali weselnej ale w pokoju hotelowym z opiekunką a ja dochodziłam na karmienia 😉 Gdy dzieciaki były większe to zabieraliśmy je ze sobą na początek imprezy albo nawet do 21-22 w zależności od tego czy są zmęczone. Później wracają do domu lub do pokoju hotelowego pod opiekę opiekunki – najczęściej babci 😉

  • Też jestem przeciwnikiem. Swoich nie zabieram bo sobie nie wyobrażam co oni mieliby tam niby robić. Poza tym cóż… jestem wyrodna i też potrzebuję się czasami od dzieci odczepić 🙂
    A widok maluchów, które już dawno powinny spać a biegają między stołami przy mocno za głośnej na ich układ nerwowy muzyce jest mało przyjemny.

  • Mama Ka

    Kwestia organizacji… Na jednym weselu byłam bez eM, bo zanudziłby się na śmierć – dzieci w rodzinie tylko dwójka. Na drugie wesele zabrałam go ze sobą – wytrwał dłużej ode mnie i był przeszczęśliwy. Inna sprawa, że para młoda zorganizowała moc atrakcji również dla najmłodszych 🙂

    • Kasia ale Em już jest „duży”. Nie porównujmy go do pałętających się między stłami dwulatków 😉

  • Doskonale, że udało się Wam odpocząć od dziecka i zabawić. Fajnie, że są ludzie, którzy mają z kim zostawić dziecko. Zazdroszczę, bo my nie mieliśmy tyle szczęścia. I masz racje, że zabierania szkraba na wesele to katorga dla rodziców, ale plis bez przesady. Zabrałam na wesele swoje dzieci 2,5 letnią Nadię i roczną Polę. Umęczyłam się, choć babcia mnie przed tym ostrzegała. Sami nawet nie mieliśmy pewności, czy dobrze robimy. Ba, nawet czuliśmy, że powinniśmy zostać w domu. Lecz nie wychodziliśmy nigdzie od kiedy mamy dzieci i mieliśmy szansę to zmienić. Mogliśmy jechać na wesele z dziećmi, albo nie wychodzić nigdzie przez kolejne miesiące, a może nawet lata. Pola się umęczyła – to oczywiste. Choć Nadii, która w podobnym wieku była na naszym weselu bardziej się podobało. Jednak do rzeczy… Więc mogliśmy jechać z dziećmi lub wcale i zdecydowaliśmy zaryzykować. Wyobraź sobie, że nie stać nas na opiekunkę, bo dla każdego same wesele jest dużym obciążeniem. Z resztą nawet, gdyby było nas stać to myślisz, że maluchom lepiej byłoby z kobietą, której nie znają niż z nami ? Owszem wesele to nie miejsce dla dzieci, ale to nie jest coś co zdarza się często. Raz nie zawsze. Nie czuję się wyrodną matką i uważam, że zbyt surowo oceniasz, być może dlatego że widzisz całą sprawę przez pryzmat własnych doświadczeń. Nic się tym maluchom nie stanie jeśli mają odpowiedzialnych rodziców, którzy nie spuszczają dziecka z oczu.
    Ciesz się tym, że Ty mogłaś jechać bez Nadii i było Ci dane się wybawić, ale nie oceniaj innych, jako gorszych, bo nie otrzymali takiej szansy.

  • Zgadzam się z Tobą w 100%!
    Jak można w ogóle [i po co?] ‚ciągać’ dzieci na ‚dorosłe’ imprezy? :/

  • Marlena Lisak

    Moja siostra zabierała synka na wesela, ale o godz. 20 przyjeżdżał ktoś z rodziny, komu przekazywali synka 🙂 w sumie spędzał z nimi jakieś 2 godz. na weselu. Jak dla mnie dzieci na początku imprezy mogą być obecne, ale nie do późnych godzin, bo tak jak napisałaś nie jest to komfortowe, ani bezpieczne dla dziecka.

  • Szacun za ten wpis!!!! 🙂

  • Mamowo-życiowo

    A ja mam dość mocno mieszane uczucia. Na weselu jeszcze z Groszkiem nie byliśmy (ma 7 miesięcy, nie było okazji), byliśmy natomiast na koncercie i na, dość głośnej, imprezie. Do późna. Tzn. my do późna, bo Mała, w słuchawkach wygłuszających (można kupić specjalne, dla dzieci, za niezbyt duże pieniądze), poszła spać, kiedy miała ochotę i była przeszczęśliwa, że może spać w nocy w nosidełku, przy mamie. Żadnych problemów, poza tym, że czasem trzeba mi było coś podać. Gdyby marudziła albo się stresowała – wracalibyśmy natychmiast. Ale nie było potrzeby.
    Jasne, że nosidełko się na weselu raczej nie sprawdzi i pewnie po prostu zwinęlibyśmy się na spanie, gdyby nie było noclegu na miejscu. Ale w przypadku kilkulatków – nie jestem przekonana, że odświętna „laba” (umówmy się, wesela nie odbywają się co tydzień) jest bardzo szkodliwa. Oczywiście co innego, jeśli dziecku przeszkadza hałas i zamieszanie albo coś mu zagraża, wtedy w ogóle nie ma dyskusji, ale są takie dzieci, które to lubią – wyszaleją się i po prostu padną, i takie wesela, na których zagrożenie jest niedużo większe niż na typowym rodzinnym obiedzie. I rodzice, którym zabawianie malucha wcale nie przeszkadza (przetańczyłam kiedyś pół wesela z dużo młodszą siostrą. Bawiłam się fantastycznie.) Ja mam z dzieciństwa wspomnienia koncertów i imprez (akurat nie wesel), które kończyły się dość późno. Raz na jakiś czas miałam takie „święto dziecka” i mogłam długo się nie położyć. To była prawdziwa radość – uczestniczyłam w życiu rodziców i czułam, że mi ufają i traktują jak mądra i dojrzałą osobę – to chyba ważne.
    I jeszcze jedno. Opiekunka. Moim zdaniem – zatrudnienie takiej na jeden wieczór nie wchodzi w grę. Na pewno nie zostawiłabym dziecka z, nawet najbardziej zaufaną, osobą, której ono dobrze nie zna. Prawdopodobnie przypłaciłoby to stresem większym nawet niż spanie w zatłoczonej i głośnej sali. Już nie mówiąc o stresie opiekunki, bo zostać samemu z dzieckiem, którego zwyczajów i preferencji się nie zna – to prawdziwe wyzwanie. Zostają więc babcia/dziadek/ciocia/wujek/przyjaciele… (i to też DOBRZE znani) albo niania, która przychodzi częściej, ale takich przecież nie każdy ma…
    Ale jeśli ktoś ma z kim Malucha zostawić i tak zdecyduje – jego święte prawo, można tylko pozazdrościć chwili na szaleństwa;). Żadnej wyrodności ani w jednej, ani w drugiej postawie nie widzę.

  • Mario2

    De facto nie jest to najlepszy pomysł, aby dzieci były na weselu, ostatnio byłam na takim weselu, ale dla dzieci, specjalnie przygotowane były animacje przygotowane przez klaunów etc. Zdecydowanie ciekawsze to, niż bieganie za dziećmi i zajmowanie się nimi. Właściwie to nawet zabrałem od przyjaciółki numer do tej firmy, dzieci miały dobrą zabawę, więc i ja planuje coś podobnego na swoim weselu… Ale to dopiero plany ;> Zostawiam numer kontaktowy (na 90% jest aktualny xD) 727 600 500

  • Gosiaczek

    Hej Hej u mnie na weselu były wróżki bo nie chciałam klaunów – ale w sumie to może i klauni też by byli fajni ;)) Te wróżki robiły takie figurki z baloników i wielkie bańki mydlane – dzieciaki szalały a i my mamy fajne fotki z kolorowymi bańkami. Polecam opiekunki dla dzieci na weselu bo warto – rodzice byli zachwyceni bo mogli się bawić długo a potem poszli uśpić dzieci w pokoju hotelowym bo był w tym samym budynku i znów wrócili do zabawy. Ja miałam kłopot ze znalezieniem firmy opiekunek z dojazdem do nas bo mieszkamy 100 km od Warszawy, ale znalazłam firmę klaunową i oni dojadą wszędzie. Zamawiałam e- mailem klaun@klaunpolska.pl tylko ze dwa dni czekałam na odpowiedź bo pisałam w sobotę do nich i odpowiedzieli we wtorek. Uzgodniłam że mają być wróżki i były wróżki. Rodzicom się podobał a i dzieci były zachwycone zabawami :)))

  • Mario2

    Cześć. chce przyrządzić przyjecie dla synka, znajoma poleciła mi jedną z firm która była na Jej przyjęciu, ale wciąż szukam bo chce wybrać najlepszych. Przyjaciółka opowiadała mi że zaprosili animatorów, którzy natychmiast zabawili dzieci, a ich zabawy jak wyścigi w workach, czy quizy, albo bańki mydlane które pokochały dzieci ^^ Dokładniej chodzi o tę firmę klaun@klaunpolska.pl (zostawiam wam kontakt), ktoś coś słyszał?

  • bardzo pouczający artykuł. Niestety w polskiej kulturze zaproszenie rodziców bez dzieci często jest bardzo źle postrzegane

  • Asia

    Hym według mnie są dwie strony medalu, nie przemawiają za mną argumenty pijany wujek, brzydkie słowa… Jest to bardzo fatalny przykład dla małego dziecka, ale mądra mama powinna wyjaśnić okoliczności takiego zachowania powtórzyć ze 100 razy, że tak i tak nie robimy i nie mówimy! a bystre dziecko szybko złapie o co chodzi, raz a dwa co to za czasy nastały że Rodzice ze zdrowych dzieci robią dzieci niepełnosprawne trzymając je pod kloszem w hermetycznym świecie ( a żeby czasem nie stała im się krzywda), wydaje mi się że trzeba uczyć swoje pociechy że świat nie tylko jest biały ale czasem przeplatają sie w nim czarne barwy.