Gdy urodził się nasz Maksymilian, opublikowałam na facebooku Mama Bloguje wpis:

Screen Shot 10-01-15 at 07.03 AM

Sam post został ogólnie odebrany pozytywnie, polubiło go bardzo dużo osób, od wielu otrzymałam cenne wsparcie, bo łatwo mi wtedy nie było. Pojawiła się masa komentarzy, w tym takie, które sprawiły mi przykrość.

 

Od mam, które „nigdy by takiego maluszka samego w szpitalu nie zostawiły”. Powiem Wam drogie mamy, że przed porodem pewnie razem z Wami stałabym w jednym rzędzie i dziwiła się jak można takie maleństwo zostawić samo. Jednak punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Wszystko zależy od tego, w jakiej jesteśmy sytuacji i jak wygląda oddział, na którym jest taki noworodek.

 

Mi Maksa zabrano w drugą dobę od porodu. Wykryto u niego symptomy infekcji i postanowiono podać antybiotyki. Przewieziono go na obserwację na oddział przejściowy na OIOM, gdzie przez dobę miał być poddany obserwacji i podpięty do urządzenia monitorującego pracę serca. Na tej sali wolno mi było go odwiedzać przez całą dobę. Jednak położne nie patrzyły na to przychylnym okiem. Na Sali był jeden wcześniaczek i mój syn. Opiekowała się nimi jedna położna. Jako, że ze stresu straciłam prawie od razu pokarm, mały miał podawaną mieszankę. Mogłam koło niego siedzieć, ale raczej nie pozwalano mi go na dłużej brać na ręce. Wróciłam, więc na swój oddział i z laktatorem w ręce zaczęłam walczyć o laktacje. Przecież to mleko mamy dostarcza najwięcej przeciwciał, by zwalczyć wszystkie świństwa. Co trzy godziny „odciągałam” puste powietrze do laktatora. W końcu poleciała kropelka, później następne. Udało mi się.

maks 6

Mały w tym czasie po obserwacji został przewieziony na oddział neonatologii. Inna sala, inne położne, inne zasady. Tutaj synka mogłam odwiedzać od 9 rano do 20, mimo, że leżałam na tym samym piętrze. Nie mogłam go wykarmić naturalnie, bo gdy on zjadał 50ml, ja odciągałam 20ml z obu piersi. Mały się nie najadał, a położne chciały mieć święty spokój. Plan był prosty – karmienie co 3 godziny, zapchać dziecko mieszanką i odłożyć, żeby spało. Ja oczywiście uparłam się żeby dziecko dostawiać do piersi, dla nich to problem. Jedna pozwalała mi dostawić malucha na 5 minut do każdej piersi, innej nie przeszkadzało to, że karmiliśmy się godzinę. Jednak dostawiać go mogłam tylko o wyznaczonych porach karmienia, nie było mowy o żadnych „na żądanie”.

 

Gdy w poniedziałek lekarz chciał mnie wypisać do domu. Nie zgodziłam się. We wtorek zaczęłam rozważać tą opcję. Mąż przynosił mi z domu wieści. Starsza córka chora, szmery w oskrzelach i lewym płucu. Budzi się w nocy płacze. Tęskni. Ja tu w szpitalu całe noce sama przyssana do laktatora. Szpital położony 15 minut samochodem od domu. W środę zgodziłam się na wyjście. Nakarmiłam małego i ze łzami w oczach opuściłam szpital z przeświadczeniem nie tak miało być. Niestety, wtedy nikt mi nie potrafił powiedzieć, kiedy Maks wróci do domu.

maks 2

 

Nadia rzuciła mi się na szyję. Faktycznie nie wyglądała dobrze. Jednak razem było nam lepiej. Ona zaczęła powoli zdrowieć, ja miałam oderwaną głowę od szpitala. Na karmienia jeździłam tak samo. Laktator chodził również identycznie. A ja dodatkowo zdążyłam wyprodukować przeciwciała na Nadii infekcję, które przekazałam małemu.

Gdy po tygodniu patrzę na swoją decyzję wiem, że wyjście ze szpitala to, to, co najlepszego mogłam zrobić dla swojej rodziny. Chociaż jeżdżenie w kółko do szpitala, ciągłe zmartwienia, nieprzespane noce z powodu choroby córki i ciągła przyjaźń z laktatorem trochę mnie wykończyły.

 

Ocenianie przychodzi nam strasznie łatwo, a sytuacje życiowe są strasznie skomplikowane. W większości normalnie funkcjonujących rodzin, matki wybierają to wyjście, które jest najlepsze dla ich dzieci. Tak było i w moim przypadku.

 

Całe szczęście jesteśmy już w czwórkę w domu…