Nie zrozumiesz, dopóki nie będziesz miała swoich dzieci!

Wiele razy w swojej młodości słyszałam z ust mamy słowa „zrozumiesz jak, będziesz miała swoje dzieci”. To zdanie zawsze tłumaczyło jej nadopiekuńczość. Na przykład wtedy, gdy po raz kolejny spóźniłam się do domu, a ona stała w oknie, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Nie potrafiłam zrozumieć jak ona może się tak denerwować o te 5 minut spóźnienia, no jak?

Wiele lat później, przyszła na świat moja córka – Nadia. I wtedy otworzyły mi się oczy na zupełnie inny świat. Te uczucia, które odczuwa się w związku z posiadaniem dziecka są nie do opisania. Osoby nieposiadające dzieci, faktycznie nigdy ich nie zrozumieją. Cała gama wzruszeń, myśli, obaw i lęków – co sekundę przetacza się przez moją głowę – fala tak intensywna, wyrazista i silna jak żadne inne uczucia dotychczas. Euforyczne zakochanie to przy nich zwykła pestka.

Czuje się źle, gdy jestem zbyt długo od Małej oddalona. To trochę jakby jakaś część mojego ciała cały czas była obok Nadii. Może stąd bierze się cała ta tęsknota? Ta część, która odłączyła się ode mnie w dzień porodu powoduje mokre oczy i stan wrażliwości na poziomie plus 5 we wzruszających momentach. Pierwsze słowa mama uniosły mnie na wysokość kilku metrów nad ziemie i spowodowały zużycie paczki chusteczek higienicznych. Głupie, nie?

Najbardziej przeraża mnie wizja choroby. Sam katar mojej córki wprowadza mnie w stan bojowości wojskowej wywołując liczne stany zdenerwowania. Poważniejsza choroba – czytaj zapalenia gardła, czy nawet kaszel to jednogłośnie – brak apetytu i nieprzespana noc. Zresztą nawet, gdy jest zdrowa, budzę się w nocy kilkakrotnie – ot tak, by sprawdzić czy jest przykryta, by zerknąć czy mąż jej nie przygniata. Choć nigdy to się nie zdarzyło. Jak śpi osobno moją uwagę zawsze przyciąga ruszająca się kołdra. Czy wam również zdarza się sprawdzać czy Wasze dziecko oddycha?

Odkąd moje serce wypełnia dziecko, zaczęłam się martwić przyszłością, ale nie tylko o swoją. Boję się, że prześpię jakąś część jej dzieciństwa, że się to wszystko szybko ulotni, a Nadia niczym błyskawica urośnie, dorośnie i tak do końca nie będzie już moja. Boję się, że nie przygotuje jej jak należy do tego obcego wstrętnego świata, w którym będzie musiała się zmierzyć z przeciwnościami losu.  Boję się, że ktoś może ją zranić, że coś pójdzie nie tak.

Jest tyle rzeczy, z których można się cieszyć, budować rodzinne szczęście jednak to nierozłącznie wiąże się z obawami, że coś może się stać. „Nie zrozumiesz, dopóki nie będziesz miała swoich dzieci” – to jedno z najprawdziwszych zdań, jakie kiedykolwiek słyszałam. To zabawne, jak można żyć z przekonaniem, że wszystko jest zupełnie inaczej. Myślałam kiedyś, że moje życie jest wartościowe, pełne treści i wspaniałe. To niesamowite, ale dopiero od niecałych dwóch lat wiem jak bardzo się myliłam. Teraz, gdy mam Nadię wiem, że wtedy do szczęścia nie było nawet blisko…

  • Z tym szczęściem to myślę, że dla każdego człowieka to pojęcie zmienia swoje znaczenie – w różnych etapach życia. Kiedyś dla mnie szczęście to był gofer z ogroomną ilością bitej śmietanyi rodzynkami, posypany czekoladą. Później były to chwile spędzane z przyjaciółmi a jeszcze później romantyczne spacery i pierwsze pocałunki. Obecnie moim szczęściem też jest Mały Człowiek. Mój Mały Facet, którego kocham nad życie. Też wiele łez uroniłam, łez szczęścia – właśnie przez niego. I, mimo że to już ponad 3 lata, to zdarza mi się do tej pory sprawdzać czy oddycha, bo chociaż śpi ze mną, to jak głęboko zaśnie to jakoś tak cicho oddycha a w nocy ciemno, nic nie widzę. ;-))
    Pozdrawiam! 🙂

    • Tak to właśnie jest. Myślałam, że z tym oddechem tylko ja tak mam – trochę mi ulżyło <3

  • Aneta Flow

    Ja to jednak wyluzowana chyba jestem…

  • Karolina M.

    Mam podobnie choć nie budzę się w nocy, ale gdy za długo śpi w dzień to sprawdzam czy wszystko ok 😉

  • fightthedull

    Doskonale Cię rozumiem. Moje życie nabrało sensu dopiero odkąd mam Zo, choć wcześniej nie widziałam, jakie było puste i samolubne.

    Jak najbardziej sprawdzam w nocy, czy Zo ma się dobrze i czy oddycha. 🙂 A Mąż się śmieje, że kiedy idziemy na spacer, a Zo wędruje/biega samodzielnie, nie trzymając nas za rękę, czuje się, jakby ochraniał prezydenta: instynktownie stajemy po obu bokach Zochy i lustrujemy otoczenie poszukując potencjalnych zagrożeń.

    • Dobrze, że ma takich dzielnych ochroniarzy 😀

  • Kiti

    Pięknie to napisałaś.

  • daybydaymum.blogspot.com

    Wiolu, jest dokladnie tak jak piszesz… ja sie dodatkowo zastanawiam nad okresem bycia nastolatkiem…to co sie teraz wyprawia w szkolach…;/

    • Nie pomyślałam o tym, wpływ rówieśników jest czasami „mocniejszy” niż cale wychowanie razem wzięte :/ Wiem z własnego doświadczenia…

  • Ja od początku mam tak że jak mały nie płakał to specjalnie sie nie budziłam, nie sprawdzałam. Wyjątkiem są sytuacje w których był chory. Wtedy latałam co 5 minut sprawdzać czy nic mu nie jest.