Moja rodzina jest „systemowa”, a wręcz okrojona systemowo. Standardowo powinno się mieć dwójkę dzieci, ani mniej ani więcej. Wiadomo, bowiem w społeczeństwie, że jedynak to rozpieszczony bachor, z premedytacją pokrzywdzony przez rodziców brakiem rodzeństwa. Gdy ojciec z matką na swym koncie mają więcej pociech, komentarze bywają różne, oczywiście im więcej dzieci tym gorzej. Wtedy „rodzina patologiczna” to jedno z delikatniejszych zdań, które można usłyszeć. W końcu ludzie lubią oceniać – zresztą ja będę robić teraz to samo. Cóż życie blogerki i jej spojrzenie na świat…

Znam wiele rodzin, które zdecydowały się na posiadanie większej ilości dzieci niż dwoje. Praktycznie żadne z rodziców nie narzeka bardziej niż dumni posiadacze „tylko” jednego dziecka. Mogłabym wręcz stwierdzić, że Ci ludzie są bardziej wyluzowani, biorą więcej na klatę i mają dużo ciekawsze życie. Rodzice wielodzietni mają swoją tajną broń, która pomaga im po raz tysięczny zmagać się z szarą rzeczywistością. Tą bronią jest tak potężna dawka humoru i pozytywne podejście do świata, że aż chce się przebywać w ich towarzystwie.

Skąd się wzięła ta „patologia” w ich określeniu? Mogę tylko przypuszczać. Żyjemy w dość specyficznych czasach, gdzie pogoń za pieniądzem stawiana jest ponad wszystkie wartości. Ile by się nie zarabiało, jakoś i tak zawsze jest za mało. Przy jednym dziecku nie zawsze starcza na wszystko, wiec jak pojąć życie powiedzmy z trójką lub piątką Maluchów? Ludzie poniekąd określają innych swoją miarą. Wyobrażając sobie – siebie w określonej sytuacji. Gdy nie starcza Ci pensji do wypłaty, przy jednym dziecku – jakby było przy większej ilości? Jedno słowo, które przychodzi na myśl to po prostu „Nie stać nas, na to!„. Zapewne innych też nie stać. Stąd pierwszy mit, że u rodzin wielodzietnych, bieda z nędzą wychyla się z każdego kąta w mieszkaniu.

Czasem po pełnym dniu przygód, czy przy chorobie dziecka – mam dość. Nie jestem w stanie zapanować nad nerwami, stresem i zmęczeniem. Wiem, że wiele matek ma podobnie i to też tylko przy jednym dziecku! Jak więc sobie dać radę przy ich większej ilości? No, nie da się! Matka wielodzietna na bank wysiada po 3 godzinie z dziećmi, więc pewnie olewa sprawę. Jak nie ma siły, to pewnie nie raz zajrzy do kieliszka. Co z tego, że raz w tygodniu w niedzielę, kiedy uśpi już wszystkie. Dzieci niedopilnowane, zaniedbane plus alkohol (nawet w dawce kilku kropli)  to już prawdziwa patologia. Taki mamy właśnie schematyczny sposób myślenia, taki trochę polski. Patologia nie jest domeną rodzin wielodzietnych. Ona po prostu jest. Występuje na równi w każdym środowisku. Bogaci są na nią narażeni tak samo jak i biedni. Patologia to w uproszczeniu dewiacja, czyli czyn (zachowanie) niezgodny z ogólnie przyjętymi normami. Jednak ludzie jak papugi, powtarzają słowa, których znaczenia nie rozumieją.

PRAWDA O DZIECIACH Z WIELODZIETNYCH RODZIN

Te dzieci niczym się nie różnią od dzieciaków, w których panuje model 2+1. To są po prostu dzieci. Miłość rodziców do swych pociech również jest taka sama, zupełnie niezależnie od ich ilości. Raz są czyste i eleganckie, raz brudne i zasmarkane. Bawią się, psocą i spędzają dzieciństwo w zupełnie taki sam sposób. Powiedziałabym nawet, że te dzieciaki z rodzin wielodzietnych mają trochę łatwiej. Od najmłodszych lat uczą się dzielić, mają stały kontakt z rówieśnikami. Łatwiej im nawiązywać kontakty i mają partnerów do zabawy. W wieku przedszkolnym, to często starszy brat lub siostra pomagają w nauce – zamiast płatnych korepetycji. To rodzeństwo obroni ich przed napaściami agresywnych dzieciaków ze szkoły. Może i zdarza się, że zabawki i część ubrań przechodzi z jednego na drugie dziecko. Jednak, kto w dzisiejszych czasach nie odwiedza lumpeksów i wydaje krocie na nowe nie zawsze warte uwagi plastikowe rupiecie. Ponoć po trzecim i czwartym dziecku nie czuje się już różnicy w ilości. Dzieci często zajmują się sobą, a wielodzietna mama ma czas na inne zadania.

Jest również coś, czego ja tym wielodzietnym zazdroszczę. Mianowicie ilość miłości. Gdyby tak tą radość, którą daje mi córka pomnożyć o kolejne szkraby… Ech… Zresztą wiece pewnie, że marzę o drugim dziecku? Mam nadzieję, że moje marzenie się wkrótce ziści.

Wielodzietne blogi

Zapraszam Was również na dwa wspaniałe blogi. Bożena to Mama Trójki – znam ją już od dawna. Otwarta i zdecydowana, silnie stąpa po ziemi. Często przemawia przez nią ironia i satyra, a znana jest z kąśliwego humoru. Przeczytaj zresztą któryś z jej postów. Tylko pamiętaj, żeby do mnie jeszcze wrócić!

Jest jeszcze przesympatyczna mama piątki dzieci. Marta prowadzi blog Tosinkowe Opowieści. Znajdziesz tam dużo mądrych i wartych uwagi tekstów. Twoją uwagę przykują fantastyczne zdjęcia jej ślicznych dzieci.

Jeśli prowadzisz blog i posiadasz trójkę lub więcej dzieci – zostaw link do swojego bloga w komentarzu 🙂

i co my z tego mamy

I co my z tego MAMY?

Wpis jest po części zainspirowany książką „I co my z tego mamy” autorstwa Dominiki Figurskiej i Agaty Puścikowskiej. Całość ma formę wywiadu między kobietami. Wymieniają się doświadczeniami towarzyszącymi ich macierzyństwu. To właśnie one, poniekąd kobiety sukcesu zdecydowały się na posiadanie piątki dzieci. Same wybrały dla swoich rodzin model wielodzietności.

wielodzietność

Książka jest ciekawa i zabawna. Nie ma w niej lukrowanych opisów i różowych króliczków. Kobiety pokazują, że można połączyć posiadanie dużej ilości dzieci z dbaniem o siebie i własną karierą. One odczarowują spojrzenie na wielodzietność. Udowadniają wypowiedziami, że warto zastanowić się czy możemy oceniać negatywnie coś, czego zupełnie nie znamy. Książkę z przyjemnością polecam.

Figurska_Icomy_500pcx

tytuł: I co my z tego MAMY?
autor: Dominika Figurska, Agata Puścikowska
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
liczba stron: 356
cena z okładki: 32,90zł

Grupa Wydawnicza Znak

znak_basic

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak