SPOTKANIA BLOGERÓW – MOICH UWAG KILKA

Akurat przed pisaniem relacji z drugiego spotkania mam blogerek w Płocku, natknęłam się w sieci na pewien tekst. Post, jak post pisany subiektywnie. Wiecie, w temacie – że te spotkania blogerów to w skrócie jest zło, że matki to tam jeżdżą dla gratisów – za śmieszną cenę, że my tam sobie pściu bździu a później każda, każdej za plecami kołek w serducho wbija. Trochę przykre wyznania blogerki, która na takim spotkaniu nigdy nie była i zarzeka się, że nigdy nie będzie. A szkoda… Bo może zobaczyłaby jak jest w rzeczywistości. Bo jak tu opowiadać o kinie, kiedy nigdy się dużego ekranu nie widziało?

Nie jestem jakąś tam sobie płotką, która ma pięciu czytelników na krzyż. Nie jestem osobą, która będzie się zachwycała smoczkiem – ot, bo to gratis. Nie jeżdżę na spotkania, bo wpadnie mi do pudła trochę bibelotów różnej maści. W końcu stać mnie. Jak bym chciała to bym sobie kupiła – co za problem? Nie jeżdżę na spotkania, by oblukać piękne sukienki i umalowane paznokcie innych mam – a później z nich szydzić na lewo i prawo, bo, po co?

Wierzcie mi, ja najchętniej pojechałabym na każde z tych spotkań, które jest organizowane. Niestety nie jest to możliwe, bo dziecko, bo czas, bo praca, bo terminy, bo jednak jakieś koszta – paliwo, obiad, czasem nocleg. Bywa różnie.

Uwielbiam te zjazdy mam i ogólnie zjazdy blogerów. Na takich spotkaniach tyle się dzieje. Można poznać człowieka zupełnie od innej strony. Co z tego, że znam lub nie jego bloga – spotkanie w „realu” to zupełnie inna bajka. Owszem są sytuacje, że po pierwszych zamienionych zdaniach czuję negatywne emocje, już wiem nie polubimy się. Czasami niektóre z tych spotykanych osób są mi całkowicie obojętne. Inne za to są niesamowitymi postaciami, które rozśmieszą, pomogą, wzmocnią. Wymienianie się poglądami, faktami z blogerskiego świata, nowinkami – to nie są zwykle plotki o kolejnych w parentingu aferach. Te matki, te blogerki dają mi bardzo wiele, choć zazwyczaj nawet o tym nie wiedzą. Dają mi siłę, by pisać dalej. Motywują do dalszych działań. Zwiększają pewność siebie.

Nie chodzi o to, czy będę, czy” nie będę sławna”. Czy za pięć lat będzie jeszcze „Mama Bloguje” czy nie? To nie jest ważne.

Każda z kobiet, które spotykam na spotkaniu – to żywa osoba. To ktoś, kto ma uczucia i serce. To nie jest zlepek słów napisanych na pokaz na blogu. To nie statystyki i reklama. To nawet nie PR! To nie zdjęcia ustawiane, piękne, uśmiechnięte. To rzeczywistość – jednak często o ile lepsza!

Często spotykam się ze znajomymi, z bliską, dalszą rodziną, z przyjaciółmi z piaskownicy. Większość z nich wie, że bloguję. Choć to zajęcie jest dla nich mniej prawdopodobne niż terapeutka zagubionej małpki. Często ludzie wypytują – jak to blogujesz? Pamiętnik piszesz? To Ci się aż tak przy dziecku nudzi? Ciężko im wytłumaczyć pewne kwestie, że ja to kocham, że ja tym żyję. Czasem na zapytanie – to jak przyjedziecie dzisiaj? Odpowiadam nie dam rady muszę posta skończyć! – Wiecie dla niektórych ta odpowiedź jest niczym teraz nie mogę o mi się woda przypala… Zazwyczaj argumenty o pieniądzach ich przekonują. No, bo jak można na tym zarobić, a nie lepiej już zbierać puszki? Jednak po chwili rozmowy nieco zmieniają zdanie…

Na spotkaniu blogerów jest inaczej. Czuć to zjednoczenie się nas mam, kobiet, które często z nudy zaczęły tworzyć coś innego – zamiast czytać prasę czy oglądać telewizję. Każda blogowi poświęciła dużo czasu. Każda z nas kocha to zajęcie. Często nie wyobrażamy sobie życia bez blogowania. To się w nas zakorzenia, mości i rozwija. Mamy swoją pasję a może i nawet nasz swój blogowy świat.

O sponsorach…

W tekście zarzucono sponsorom, że na spotkaniach dają w większości zwykle „gówna”. Wiecie, takie rzeczy, które im zostają, których nie mogą sprzedać. Z moich własnych doświadczeń wiem, że bywa różnie. Owszem są gifty, które trudno nazwać giftami. Jednak postawmy się na chwilę w roli takiego sponsora. Jest mail, jest temat, spotkanie blogerów. Tylko 20 uczestników. Fajnie byłoby im coś dać… Każda firma, która podejmuje się sponsoringu spotkania, daje takie upominki, na które ją stać. Nie trzeba się rozanielać, w końcu to żaden dla nich obowiązek, żadna konieczność. Oni chcą! Niektóre firmy naprawdę w takie akcje się angażują. Dają „bogate” upominki, opłacają pracownika, który jest prelegentem. To są ich koszty, potrafią być czasem dość wysokie. Znów trzeba spojrzeć na czynnik ludzki. Ktoś się angażuje, organizuje upominki, ich dystrybucje. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, żeby którykolwiek ze sponsorów wymagał osobnego postu za upominek, który był na spotkaniu. Zresztą na taką rzecz nigdy bym się nie zgodziła. Oni jednak doskonale wiedzą, że jeśli nam coś się spodoba, coś ułatwi nam życie to polecimy to innym. Nieważne czy będzie to szczoteczka do zębów czy drogi kocyk z minky. Powiem tak, fajnie, że są tacy ludzie. Sponsorzy, dzięki którym wiele rzeczy się kręci. Oni wierzą w blogerów i blogosferę. To dzięki nim, my możemy sobie dorobić a nawet zarobić. Taka jest brutalna prawda…

O organizatorach…

W końcu, ale nie ostatni są organizatorzy blogerskich spotkań. Ludzie z pasją, którzy poświęcają na jeden taki event, tyle czasu, że niektórym może się to nawet nie śnić. Poświęcają, poniekąd dla wspólnego dobra. Dla tych kilku godzin rozrywki w blogerskim gronie. Oczywiście nie muszą – oni chcą. Ich marzeniem jest, by wszystko się udało i wszyscy byli zadowoleni. Wiadomo, że doborowa atmosfera to podstawa, jednak dbają o to, by właśnie żadna blogerka nie wyszła z pustymi rękoma. Dokładają do spotkania często akcję charytatywną. Pomagają innym. Spinają się i stresują. Często po to, by usłyszeć tylko klika miłych słów. Nie oszukujmy się z tego KASY nie ma 😉 Za to coraz częściej zaczytują się w przemiłych negatywnych komentarzach, niektórych uczestników. Bo w końcu jedzenie było niedobre, muzyka za głośno grała, a torby z giftami były za ciężkie. Bo ludzie wiecie chcą być z czytelnikami szczerzy, a kolejna relacja ze spotkania musi się w końcu różnić od innych. To przecież dodaje czytelnikom smaczku 😉

Pamiętajmy są ludzie i ludziska. Każdy ma swój własny system oceny. Każdy ma własny motyw jechania na takie spotkania lub unikania ich za wszelką cenę. Trudno mi jednak tak do końca tolerować uwagi w stylu – nie znam się to się wypowiem. To, że w parentingach zdarzają się wpadki 😉 i afery – o których czasem aż wszystko dudni do znudzenia, to jedno. Nie przekładajmy jednak tego na większość, bo możemy się bardzo pomylić.

A relacja z drugiego płockiego spotkania mam blogerek już niebawem…

*Zdjęcie zrobione przez Bells Photography na drugim Spotkaniu Mam Blogerek w Płocku

  • Anna Ce

    AVE MARIA <3 zajebisty post Wiola szczerze i na temat iiii ze smakiem oraz szacunkiem do drugiego człowieka <3

  • Cieszę się, że mój post tak „przypadł” Ci do gustu, ale czytając Twój odnoszę wrażenie, że nie do końca zrozumiałaś to, co chciałam przekazać. Źle oceniłam jedynie matki-rozjazdowe, które jeżdżą po spotkaniach WYŁĄCZNIE w celu otrzymania gratisów. Uwierz, że takich naprawdę nie brakuje. Tyle ode mnie. 🙂

    • „Większość blogerek wędruje po takich spotkaniach, wyłącznie po to, by się pokazać.”
      Gratisy – „większość mam pojawia się na spotkaniach tylko po nie”.
      Cytuje – „http://mama-kubusia.pl/2014/07/nie-mam-czasu-na-bycie-slawnym/”
      Ja znam mamy, które po tych spotkaniach jeżdżą, ja je faktycznie znam. Jestem jedną z nich. Może na te sto mam zdarzy się 5 takich, o jakich piszesz. Jednak 5% to raczej nie większość.

  • Lepiej opisać tego nie mogłaś. !

  • Marta

    Najpierw się przywtam- witam zatem 🙂
    A teraz podziękuję Ci za post. Dziękuję! Na spotkaniach blogerskich – tak właśnie jest!
    Nie spotkałam się na żadnym, z jakimiś sytuacjami, by to jedna matka drugiej, tyłek za plecami obrabiała. Przeciwnie – zjednoczenie czuć „na każdym zakręcie”. Bolą mnie teksty, które mniemam pisane są dla kontrowersji, bo słodko – pierdząco to dziś niemodnie. Ja gdybym mogła, tak jak Ty, byłabym na wszystkich spotkaniach. I nie po prezenty, a po drugiego człowieka.
    Mam nadzieję, że dane mi będzie uściskać Cię na jednym z takich spotkań 🙂
    pozdrawiam

    • Też mam nadzieję, że się spotkamy. Dziękuje za komentarz!

  • Zgadzam się ze wszystkim.

  • Anna

    Byłam na kilku takich spotkaniach i niestety, ale było tak jak to opisuje mama Kubusia. Na jednym z nich organizatorka przywitała miną typu: a ona tu po co? Te tzw. prezenty nie były do końca jednakowe i tym które bardziej uważała dawała lepsze ostentacyjnie zaglądając do torby i patrząc co tam jest. Po, było obgadywanie itd. Mogłabym pisać tego bardzo wiele. Tak mnie to zniesmaczyło i zniechęciło, że sama już nie wiem czy gdzieś się wybiorę. Pozdrawiam

    • Paulina Kwiatkowska

      To naprawdę szczerze Ci współczuję. Zawsze, organizując spotkanie starałam się, aby ew. prezentów było tyle, ile uczestniczek i najlepiej takich samych, a jeśli się nie dało trudno. Czasem pytam, co której by się przydało, a czasem przydzielamy według wieku. Nigdy nie zaglądałam nikomu do paczki, bo wiedziałam, co tam jest. Uczestniczki z mojego punktu widzenia też traktuję jednakowo. Wiadomo, że przy ostatniej 30-stce nie byłam w stanie być wszędzie i z każdym, ale to chyba zrozumiałe.
      Nie warto zrażać się jednym spotkaniem, zapraszamy do nas 🙂

    • Może właśnie powinnaś się wybrać, by zmienić zdanie?
      Tak jak napisałam ludzie są różni, zawistni mniej lub bardziej. Ja byłam chyba na 10 takich spotkaniach, jeszcze nie spotkałam się z takim traktowaniem. Często te droższe gifty są po prostu losowane wśród uczestników – ale wszystko odbywa się sprawiedliwie.

      Szkoda, że Ci się tak trafiło. Przykre to :/

  • świetnie napisany, podpisuje się pod nim 🙂

  • Elżbieta Dziurkowska

    Eh życie i jego marne dodatki w postaci zawistnych, wiecznie niezadowolonych i niedowartościowanych ludzików.

    Wiola….wiele w tym prawdy co piszesz i to jest smutne. Ale w blogosferze jak i w każdej dziedzinie są ludzie i…… Kiedyś spotkałam się z wpisem o sprzedajności blogerów. Że za jakieś byle co, że ona to nigdy, że dla niej to hobby, a większość blogujących to be, a firmy rzucają śmieci. I wszystkie na hura jak radziecka armia robimy bojkot i nic od nikogo nie bierzemy.

    Może i w tym jest trochę racji, ale nim ktoś coś otrzyma ma wcześniej prawo odmówić. Nikt go nie zmusza do niczego. A to co ja, Ty, inna, piata i setna robią u siebie…..nikomu nic do tego. I to jak napiszesz o danej rzeczy, też jest Twoją sprawą. Ja się tylko raz spotkałam z firmą która zażyczyła sobie OCH i ACH na temat ich produktów. Większość daje wolną rękę. A więc wolność Tomku w swoim domku. Reszcie wypada tylko to uszanować. Jeśli nie potrafię dodać od siebie czegoś na poziomie to zwyczajnie przemilczam i tyle. Ona to nazwałam dosłownie prostytucją.

    Jednak nie byłabym sobą gdybym owej „pani” bliżej się nie przyjrzała. Czas płynął a ja sobie regularnie ją czytałam. I chyba po pół roku zamieściła wpis….polecając pewną firmę i jej maleńki sprzęcik. Aż się uśmiechnęłam do siebie. Wróciłam do jej starego wpisu, znalazłam najpikantniejszy kawałek, zacytowałam ją w komentarzu i dodałam od siebie…..czy ta spod latarni, czy utrzymanka to taka sama Q……

    Żyj i pozwól żyć innym albo inaczej…..nie czyń drugiemu co…..

    Uf…ale się rozpisałam. 🙂 Miłego dnia życzę. 🙂

    Elżbieta Dziurkowska

    • Dziękuje. Masz dużo racji. Szkoda, że są ludzie którym uprzykrzanie życia innym traktują jako hobby.

  • Chyba wiem gdzie to czytałaś,też mnie to wzburzyło ,bo zupełnie tak nie jest.
    Byłam na dwóch spotkaniach-na obydwu byłam organizatorką. Jaki był cel ?
    Uzbieranie pieniążków na chorego chłopczyka i poznanie się. Bardzo się polubiłyśmy, atmosfera była wyjątkowa-tak,że z miłą chęcią we wrześniu spotykamy się ponownie 🙂
    Zawsze jest śmiesznie, wybuchowo i zwariowanie. Uwielbiam moje kobitki z blogosfery ,mimo,że my nie w parentingu a w kosmetykach (u nas rajstopkowych afer nie ma,są inne ale nie na taką skale. I dobrze. ) 🙂

    • Afer nigdzie nie brakuje 😉 Spotkania są dla mnie ważną częścią blogowego życia 🙂 a że przy okazji się komuś pomaga to już w ogóle same plusy!

  • Kurcze. Chyba mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że razem z Kamilą byłyśmy inicjatorkami spotkań blogerek, od spotkania w Katowicach, ponad rok temu, wszystko się zaczęło. I też wszystko się zmieniło, bo chyba nie ma teraz miesiąca w którym nie byłoby organizowane jakieś spotkanie – i bardzo dobrze. Ja jestem całym sercem za takimi przedsięwzięciami, właśnie z takich powodów, które wymieniłaś wyżej.

    Jeśli ktoś to widzi inaczej, jeśli komuś brakuje szacunku dla pracy organizatorek, albo zaangażowania sponsorów, to to jego smutny problem.

    • Masz rację, wy chyba byłyście pierwsze! I to co zrobiłyście było fantastyczne. Rozkręciłyście całe parentingi 🙂

  • Kiti

    Do tej pory zrobiłam jedno duże spotkanie, jesteśmy w trak,cie organizacji drugiego i z pewnością nie robię tego dla prezentów, które swoją drogą i tak później wydałam. Szkoda, że spotkania są tylko dla mam, bo wtedy osoby, nie mające dzieci nie mogą w nich uczestniczyć, a pewnie też niektóre by chciały. Wypowiadanie się na temat, z którym się nie miało styczności jest trochę nie na miejscu i niestosowne. A zarzut, że torba była za ciężka jest na fakcie i dość zabawny.

  • Daria Krzemińska

    Bardzo dobrze napisane. Cała prawda.
    Takie spotkania to wspaniała inicjatywa, a takich kobiet, które przyjeżdżają tylko po gifty moim zdaniem jest garstka.
    Uczestniczyłam na 2 spotkaniach i nie żałuję, mało tego będę dążyć aby pojawić się jeszcze na wielu 🙂
    I

  • Daylicooking

    Podpisuję się pod Twoim tekstem. Jednak w słowach krytyków takich spotkań jest dużo prawdy, bo dużo jest blogerek, które dla gratisu zrobią wszystko. Będą piać z zachwytu nad produktem tylko dlatego, że darmowy.
    Sama organizowałam spotkanie, jestem w trakcie organizacji kolejnego i wiem jak to „od kuchni” wygląda. Niestety trafiły się osoby, które przyjechały tylko dla prezentów, a po spotkaniu było wszystko źle.
    Wśród nas, blogerek, są różni ludzie. Tak jak i wszędzie 🙂

  • Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Poza tym uważam, że posty krytykujące cokolwiek można pisać, jeśli ma się jakiekolwiek, minimalne chociażby doświadczenie w temacie, o którym się pisze. Pozdrawiam ciepło, Hubisiowa mama

  • Ja długo wzbraniałam się przed spotkaniami bloggerek. Nie przez te wszystkie zarzuty, ale po prostu nie widziałam w tym większego sensu, celu, zastanawiałam się po co to właściwie. Przyjechałam jednak na WoW i teraz tylko zastanawiam się, kiedy znów będę miała okazję kogoś poznać. Kurcze… tak wiele fantastycznych ludzi, tak wiele ludzi, których, gdyby nie to spotkanie, nie miałabym przyjemności poznać. Kilka godzin, które dało mi wiele. Fajne znajomości, nową wiedzę, świetnie spędzony czas. Dlatego jestem jak najbardziej za spotkaniami bloggerów i mam nadzieję, że będę mogła na nich bywać znacznie częściej w przyszłości 😉

  • Bywam na spotkanicha i bywać będę. Bo tworza je z zaangażowaniem wspaniali ludzie. Poznać można na żywo kogoś kogo się czyta regularnie, albo na spotkaniach dowiaduje się o istnieniu danego bloga. Sama atmosfera spotkań różni się między sobą, bo każde jest inne ale cel ten sam. Ja całym sercem wspieram i kibicuję każdym taki spotkaniom. Prezenty, miło jest je otrzymać ale wiem że i bez nich mamy blogerki są w stanie zorganizować sobie spotkanie. Na takich spotkaniach byłam zimą i ostatnio w Żywcu na kiermaszu.

    Cieszę się, że te spotkania się mnożą, że parenting podłapał fajnie temat i że to gna do przodu fajnie nie nudząc się. Spotkania to też często okazja do ruszenia dupy z domu i wyjścia poza swą domową codzienność. To sposób na otwartość, bo w świecie realnym czasem przychodzi to trudniej. Przy okazji można zawsze sięczegoś nauczyć, coś podłapać, czy dowiedzieć o czymś pomocnym.

    Cieszę się, że to napisałaś ! Bo nawet jeśli ktoś idzie na spotkanie by dostać gity, bo nawet jeśli narzeka (sam oczywiście nie zorganizuje bo po co) to nie warto tą cząstką ludzi się przejmować i uzależniać od tego własną obecność na spotkaniach blogerek.

  • Bobobebe

    zgadzam się z tobą w 100%, bardzo nie lubię, gdy mama, która nigdy nie była na takim spotkaniu generalizuje, trzeba być, zobaczyć, a nie bazować na przypuszczeniach.

  • Aleksandra

    Na żadnym spotkaniu blogujących mam nigdy nie byłam. Bloguję tak naprawdę, dla szerokiego grona dopiero od 8 miesięcy i chyba jakoś mi brak odwagi na takie spotkania. Jednak marzy mi się, że kiedyś poznam choć niektóre z was 🙂 Wszystko co napisałaś jest prawdą. Wiem to, choć w spotkaniu nie uczestniczyłam :).Często czytam relacje z tych spotkań, rozmawiam z dziewczynami o tym, jak było.To wspaniałe inicjatywy i cieszę się, że takowe są.

    • mam nadzieję, że kiedyś się wybierzesz i się spotkamy!

      • Aleksandra

        Może się kiedyś odważę :).

  • Uwielbiam te nasze spotkania :*

    • Weronika Kordzińska-Śniegota

      I ja, i ja! <3 A już kącik złych matek jest najfajniejszy, co nie?;)

      • Nasz kącik matek z patologii ciężkiej i dymiącej <3 😀

  • Karolina M.

    Bardzo dobry tekst. Ja byłam na dwóch i też jakoś nie odczułam żeby działo się coś takiego jak pisała Mama Kubusia. Sama organizuję bo lubię poznawać blogerki – to na prawdę fajne babki 😉 Do zobaczenia 😉

  • Po przeczytaniu Twojej notatki, a w szczególności cześci dotyczącej prowadzenia bloga, nasunęła mi się jedna myśl, że do ludzi nie trafia to, że prowadzenie bloga może być czymś bardzo przyjemnym. Kasa trafia do nich lepiej niż pasja 🙂 Ludzie dziwni są czy z nami coś nie tak 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 😀

    • Chciałoby się powiedzieć, takie czasy – materializm, konsumpcja i snobizm na pierwszych 3 miejscach 😉

  • Spotkanie blogerek to mega świetna sprawa! 🙂
    Niestety ja byłam dopiero tylko na jednym [i w sumie to tam poznałam Ciebie ;)] ale ostatnio nie pasowało mi być na żadnym organizowanym w moich stronach 🙁 i tego bardzo żałuję :(((

  • freewolna

    Zwykle ludzi fascynuje to, ze prowadze blog.jaki by nie byl. Cenia taka pasje 🙂 a spotkanie to cudowna sprawa. Fajni ludzie, motywacja, nowe cele. A ze prezenty? Mily dodatek, jak siedzi 12 bab i sie cieszy 😉

  • Mamine Skarby

    Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Jako organizatorka takich spotkań i uczestniczka już kilku całkowicie się z Tobą zgadzam Wiolu. Organizacja takie spotkania to ogrom pracy i nawet jeśli coś tam mi nie do końca przypadnie do gustu to nie obsmarowuję tego na blogu (co najwyżej wspomnę o tym w prywatnej rozmowie) Robię tak bo wiem ile pracy, czasu, zaangażowania kosztuje zorganizowanie takiego spotkania.

    Faktem jest, że tak jak jest masę dziewczyn, które zakładają blog tylko by opisywać gadżety od firm tak samo mnóstwo blogerek jeździ na spotkania by dostać gifty – a potem sa wielce rozczarowane bo nie dostały czegoś ekstra.
    Mnie cieszy jednak to, że wciąż zdecydowana większość kieruje się chęcią poznania nowych ludzi i spędzenia cudownego czasu.

    Jak będzie spotkanie w Łodzi to jadę!!!

  • Bałam się Bełchatowa, teraz boję się jeszcze bardziej 🙂

  • Nigdy nie byłam na blogerskim spotkaniu, bo albo w okolicy nic nie ma albo jestem „za małym blogiem” na takie wydarzenia. A szkoda, bo bym chętnie sobie wyrobiła zdanie osobiście;]

  • o takich spotkaniach czytam na razie z małą zazdrością 🙂 może kiedyś będzie mi dane na jakimś być bo ja akurat uwielbiam poznawać ludzi. Albo zielona byłam albo naiwna, bo nawet nie wiedziałam, że dostaje się „ciężkie” torby z giftami haha 🙂 Zawsze mi się wydawało, że właśnie o wspólne towarzystwo chodzi. No ale cóż. Chyba tylko potwierdza to tezę, że jak ktoś ma miękkie serce to ma twardy… 🙂 Bo ktoś oddaje serce żeby to zorganizować a później ląduję na pupie jak słucha opinii. Nie ładnie.
    Wpis genialny i już na własnej skórze zaczynam odczuwać (po miesiącu blogowania) jak na założenie bloga reagują znajomi. Jakbym co najmniej komuś krzywdę robiła i nagle dziećmi przestała się zajmować. Nikt nie zapyta, jak sobie radzę, bo pewnie po nocach piszę i nagrywam jak dzieci śpią. A to, że mi się nudzi bo nic nie robię tylko w domu siedzę to chyba już przemiliard razy usłyszałam 🙁
    do zobaczenia kiedyś dziewczyny 🙂

  • Wow świetnie ujęłaś w słowa to wszystko co czuję kochana! 🙂