Poród to nie zawsze najszczęśliwsze przeżycie, które z uśmiechem przywołuje chwile narodzenia naszego dziecka. Dużo częściej powoduje gorycz i niesmak związany z zachowaniem personelu medycznego. Brak empatii, chamstwo i traktowanie rodzącej przedmiotowo, jako kolejny numer statystyczny powoduje u wielu z nich traumę na całe życie.

Mój poród

Ja również pamiętam kilka nieprzyjemnych chwil ze swojego cesarskiego cięcia. Gdy zamykam oczy widzę krzyczącą na mnie starszą pielęgniarkę, która zapomniała swych okularów i próbuje mi założyć cewnik na „czuja”. W końcu robi to czasem kilkadziesiąt razy dziennie. Ups… Nie trafiła, boli jak diabli, z gardła wyrywa się krótki krzyk. Nie drzyj się! Dziewicą nie jesteś! – Słyszę w odpowiedzi. Fotel na kółkach, łóżko operacyjne. Zegnij się, bo nie mogę się wkłuć mówi anestezjolog, niczym do koleżanki od wieczornej flaszki. Leż i się nie ruszaj tniemy…

W tle słyszę tylko urywane rozmowy personelu, „tutaj przetnij” „nie tak” „Ostrze nr coś tam” „Ty zobacz ile tłuszczu”. W odbiciu lampy widzę wszystko, czuje mocne szarpanie. „Wyjęli ją” i zabrali. Podeszła do mnie jedna z Pań, z moją córką owiniętą jakąś pieluchą. Córka płacze. Zwraca się do mnie to Pani córka, proszę ją pogłaskać”. Ups… za silne znieczulenie sparaliżowało mi ręce. Dukam cicho „nie mogę” i łzy stają mi w oczach. „Nie chcesz jej pogłaskać, trudno” zdziwiona zabrała dziecko…

O tym, co dalej było z małą dowiedziałam się od odwiedzającego mnie męża, Mała nie mogła utrzymać temperatury i zabrali ją do inkubatora. Tam mąż mógł być z nią 5 minut. Lekarz raczył przyjść ponad 6 godzin po cięciu, nie tłumaczył – orzekł, co swoje i wyszedł. Ten strach o dziecko, którego się nie widzi..

MOJ PORÓD

Dwa lata później inny szpital, inna ciąża. „Poleciało” słyszę na fotelu ginekologicznym od młodego lekarza, który wrzuca to, co wypadło do słoika z formaliną. „Pójdzie pani jeszcze na USG” słyszę jeszcze, gdy z oczami zasłoniętymi łzami próbuje się ubrać. Idę niczym skazaniec, wyciągam nogę za nogą, które odmawiają posłuszeństwa. Patrzę w obraz i dumnie wypowiadającego się lekarza „Może jeszcze z tego będzie ciąża, a może nie. Zobaczymy. Może pół wypadło a pół zostało. Jeden bliźniak, haha”. Prawie pięć dni niepewności, bo pięć dni z weekendem majówki… A wiece szpitale w święta rządzą się własnymi sprawami. I ta pielęgniarka, która mówi „nie ma czym się przejmować, tutaj niektóre siedem razy już straciły i próbują dalej”. W mojej głowie obraz siedmiu małych grobów, usłanych kwiatami…

WSPIERAM WALKĘ O LEPSZY PORÓD! #lepszyporód

Będę walczyć o lepszy poród. Dlatego powstał ten wpis, dlatego z całego serca popieram tą akcję. Chcę by kobiety mogły ten dzień zapamiętać jako jeden z najszczęśliwszych, bo właśnie wtedy zdarzył się ich własny osobisty cud. Nie dziwi mnie fakt depresji poporodowej, matki leczące się u psychiatry ze względu na traumatyczne przeżycia. Niektórzy lekarze i położne, traktują rodzące przedmiotowo. Mają ich często po 50 dziennie, następna, następna, następna. Dla nich to już praca mechaniczna, jednak nie tak powinno się pracować z ludźmi. Dlaczego w prywatnych klinikach tego nie ma? Dlaczego tam rodząca jest jak klient, a klient nasz Pan? Wszystkie mamy prawo do cudownego porodu.

Łamanie prawa na porodówkach jest nagminne. Zróbmy wszystko by to zmienić. Sprawmy, by nasze siostry, koleżanki, córki miały lepsze porody!

Zapraszam Cię do wsparcia! Akcja Lepszy Poród to oddolna inicjatywa kobiet na rzecz przestrzegania prawa kobiety rodzącej. W ramach akcji publikowane są kartki, zbierane podpisy pod petycją oraz prowadzone badania „lepszy poród – liczymy się!”. Więcej na stronie www.lepszyporod.pl.