ZNOWU OKŁAMAŁAM SWOJE DZIECKO…

KŁAMANIE TO CECHA WRODZONA 

Zdarza mi się kłamać. Już od najmłodszych lat, potrafiłam przekręcać prawdę nie mrugając nawet okiem. Opowiadanie bajek – w tym byłam najlepsza. Nigdy jednak w żadną stronę nie przegięłam, choć na dobrą sprawę gdybym tylko chciała, z kłamstw i półprawd uplotłabym całe swoje młodzieńcze życie. Rodzice nie mieli ze mną łatwo. Mimo, iż zawsze na świadectwie był czerwony pasek, kłopotów wychowawczych prawie nie sprawiałam, to w zapasowej kieszeni plecaka trzymałam fajki, a „wychodziłam do znajomych tylko się uczyć”.

Cóż jedni ponoć umieją pięknie śpiewać, a ja umiem kłamać. W sumie jednak nigdy nie miałam z tego korzyści. Im byłam dojrzalsza, tym bardziej nudziło mnie snucie opowieści dziwnej treści. Długie lata nie korzystałam z tej wrodzonej cechy.

PIERWSZY RAZ PO LATACH

Macierzyństwo jednak mnie trochę zmieniło. Przypomniało o tej „cudnej” zdolności. Tak powolutku zaczynam przypominać sobie, że kłamanie nie boli.

„-Mamusia, mogę czekoladkę?

-Niestety nie ma w domu, trzeba kupić”

„Mama lizaka chcę!

-Nie mam tyle pieniążków, kochanie”

I tak raz za razem, czułam coraz to mniejsze obawy w kłamaniu córki. Szczególnie, gdy chodzi o słodycze, których jeść nie powinna. Niestety tłumaczenie mojemu dziecku (Twojemu też?), że czekoladki są niezdrowe i po nich boli brzuszek nie skutkują wcale. Pewnie jest sto różnych sposobów na to, by przetłumaczyć dziecku, iż czekolada w zbyt dużych ilościach szkodzi. Jednak nie będę Cię oszukiwać – tak mi jest o stokroć łatwiej. Zresztą o takie „drobne” kłamstewka nie miałam nawet wyrzutów sumienia. Ja wiem, pewnie narażam się na brak zaufania i to samo ze strony dziecka w przyszłości, bla, bla, bla. Wybacz, możesz nazwać mnie „oszukańczą matką”, trudno.

TV NON STOP

Ostatnio miałam większe problemy. Mianowicie moja ukochana córka odkąd skończyła dwa latka, usypia przy telewizorze. Ogląda bajki tak długo, aż padnie. Tragedia, wiem. Na błędach człowiek się uczy – matka też. Postanowiłam, więc to zmienić. Tym bardziej, że godziny jej oglądania z dnia na dzień się wydłużały. Ostatnio potrafiła oglądać do nawet 1 i wstawała o 11. Tak, to właśnie dlatego mniej mnie było w sieci. Zacisnęłam zęby i powiedziałam dosyć.

Nie było jednak łatwo. Tym bardziej, że Mała potrafi sobie sama go włączyć i wyłączyć. Jej argumenty również są dość mocne, serio można z nią dyskutować jak z dorosłym… Z tego powodu postanowiłam po raz kolejny okłamać dziecko. Jak szaleć to szaleć.

Zaczęłam od popołudnia, że dzwonił Pan, bo muszą naprawić kabelki na słupie i nie będzie prądu. Przyjęła to z miną „poker face”. Gorzej było wieczorem, gdy faktycznie zgasły wszystkie światła i telewizor – dosłownie punkt 22:30 (– zaczęłam od taktyki małych kroczków). Oczywiście bez łez, komentarzy w stylu „Boję się ciemności, duchów i potworów” się nie obyło. Przytulanki, światło telefonu, masa buziaków i opowiadanie bajek na dobranoc pomogło. 23:15 Nadia spała – wierzcie mi po dwóch miesiącach udręki to był wielki sukces.

Od kilku dni stosujemy metodę „brak prądu” i muszę powiedzieć, że działa. Teraz już bez płaczu i narzekania, czas zasypiania również uległ zmniejszeniu. Niestety Nadia nie śpi już do 11, ale nic mnie bardziej nie cieszy, gdy mam choć kilka godzin dla siebie w nocy. Dzisiaj planuje wyłączyć prąd o 21:30 – trzymajcie kciuki.

Tak, dziś znów okłamie dziecko, po części z egoizmu, po części dla jej dobra. A Tobie się to zdarza?

Wiem, że to tylko chwilowa zagrywka, nie mam zamiaru uskuteczniać tej metody w przyszłości. Nie jest to też forma rozrywki – po prostu uwierzcie mi na słowo chwilowo tak jest łatwiej.

  • Musiałam się dłużej zastanowić ale chyba póki co nie zdażyło mi się oszukiwać mojego synka, ale sprawę mam nieco ułatwioną bo nie mamy tv a zamiast słodyczy mój syn woli pajdę chleba 😉 A słodyczy faktycznie w domu zwykle nie mamy bo ja walcze u siebie z tym nałogiem 😉 Nie wiem jakie sytuacje spotkają nas w przyszłości, ale póki co zdaża mi się tylko prostować kłamstewka rodziny w stosunku do mojego dziecka. Wole mu powiedzieć np że będzie bolało ale tylko przez chwilę i że cały czas przy nim będę niż że szczepienie zupełnie nie zaboli.

    • Wiesz, nie okłamałabym córki tak by mogła mieć do mnie żal i faktycznie straciła zaufanie. Nie powiem jej, że niebo jest czarne, gdy będzie niebieskie. Tak samo nie skłamię jej ze szczepionką.

  • A ja uważam, że to zawsze jakieś wyjście. I fajnie, że znalazłaś sposób na rozwiązanie tego problemu. 🙂

    Pozdrawiam.

  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie

    Kłamstwo jest kłamstwem, ale to jakby w słusznej sprawie.

  • Myślałam że tylko ja tak mam 🙂 ostatnio właśnie musiałam zacząć wykorzystywać takie kłamstwo , bo mały przestawił mi się na nocne zbyt długie oglądanie. Kochanie nie ma prądu – wypowiedziane do mojego dziecka odnosi sukces i powoli dochodzimy do normalności 🙂

    • Zapomniałam dodać że nie wyłączam światła w całym domu a odłączam kabel od sieci w jego pokoiku i mówię że to u niego nie ma prądu. Wie że w salonie nie może oglądać bajek, taka mała zasada którą też musiałam wprowadzić bo od kiedy kupiłam mu TV chciał oglądać na dwa telewizory tu np auta a tam miały być smerfy 🙂

      • I dlatego moje dziecko nie będzie mialo u siebie TV :>

  • Niestety kłamstwo przy małych dzieciach jest potrzebne, one nie wszystko rozumieją i pewnie dla nas jest tak prościej. Najważniejsze żeby te kłamstwa nie raniły naszych malców, jeśli dotyczą słodyczy i tv to ok ale jeśli dotyczą jakiś poważnych, życiowych tematów to lepiej od razu spróbować wytłumaczyć dziecku prawdę. Pozdrawiam

  • Natalia ciszaaaaa

    oj u mnie tyo jest stosowane na codzień……… bo brakło by dnia na tłumaczenie chłopca czemu nie moge im kupic tego czy tamtego…..

  • mammager.blogspot.it

    Powiem szczerze ze bardzo, bardzo rzadko zdarza mi sie mowic nieprawde mojej corce, tak rzadko ze nie pamietam kiedy i z jakiego powodu to zrobilam.
    Staram sie zawsze argumentowac moje decyzje, poza tym staram sie robic tak, aby do niektorych scen (niepozadanych) nie dochodzilo. Np. jestem przeciwna jakimkolwiek slodyczom (wyjatek dla dobrej gorzkiej czekolady i domowej roboty wypiekow)? Ok, w takim razie w domu takie „niebezpieczenstwa” na nia nie czyhaja… Moja Anastasia ma 3 lata i nawet nie wie co to lizak, bo skad?;-))) Ale z racji z tego, ze niezly z niej zarlok, kiedy ma dostep do slodkosci to nie widac dna – musze zainterweniowac. Nie oklamuje jej, po prostu mowie: a) juz dosyc zjadlas, b) duzo slodyczy = bol brzucha, c) duzo cukru) problemy z zebami. I tyle, nie ma gadania.
    Jesli chodzi o tv (napomkne tylko, ze czekam az nasz sie zepsuje zeby sie go raz na zawsze pzobyc), to sprawa jest taka, ze Anastasia oglada niektore filmy i programy razem z nami, poza tym nic wiecej – moze mam takiego „dziwnego” typa, ale nie upiera sie wlaczonego telewizora. A jesli chce, a ja nie chce, to po prostu odwracam jej uwage proponujac jej inne zajecie. A jesli zdarza sie, ze musze pracowac i potrzebna jest godzinka spokoju? Proponuje jej jakis fajny film, w koncu swiat sie nie zawali!;-)))
    Generalnie jestem przeciwko klamstwu, zwlasza takiemu z ktorego potem trudno wybrnac i przeciaga sie w czasie.
    Pozdrawiam!
    Agnieszka

  • Oj takie kłamstewka dość powszechne myślę są. Mi się jeszcze nie zdarzyło, no ale mam dopiero niemowlaka 🙂
    J.