Wyobraź sobie sytuacje. Parking jakże popularnego w Polsce sklepu Biedronka, w godzinach szczytu… Pełno ludzi, a wśród nich matka z córką. Kobieta w średnim wieku, samotna matka, zadbana, z siatką na zakupy w ręce. Obok młoda pannica, lat góra 12, w markowych adidasach i rozpuszczonych długich włosach. Z daleka można je zauważyć, a właściwie usłyszeć. Głownie tą młodszą wersję. „Ja tam nie wejdę”, „Wstyd mi, Biedronka to sklep dla biedoty!” „A jak mnie ktoś zobaczy?”

Powyższe to tylko pojedyncze argumenty, które miała do wykrzyczenia nastolatka, a może jeszcze właściwie dziewczynka. Cała sytuacja trwała krótko. Matka spurpurowiała na twarzy i ciągnąc córkę za rękę, odeszła od bidulowego sklepu. Wstyd jej było, przed tymi wszystkimi ludźmi na parkingu. Nie dziwię się jej, pewnie zrobiłabym tak samo.

Większość moich znajomych, Biedronkę zna i odwiedza regularnie. Niezależnie od zasobności portfela. Po prostu podejmują świadome decyzje i wybierają te sklepy, w których mogą kupić te same produkty za niższą cenę. Tak jak i ja. Nie lubię przepłacać. Wolę w to miejsce kupić coś innego.

Jednak dzisiaj nie chciałam pisać o oszczędzaniu. Tylko o dzieciach. Moi drodzy skądś ta „nastolatka” (nazwijmy ja tak na potrzeby tego tekstu) nabrała takich, a nie innych uprzedzeń do wspomnianej Biedrony. Z tego, co kojarzę jej mamę, wiem, że w ich domu się nie przelewa. Biedronkę ma pod nosem i na pewno często tam robi zakupy.

Córka nauczyła się tych stwierdzeń napewno po za domem. Najprawdopodobniej obraca się w towarzystwie młodzieży, która gardzi biedotą i tym, co jest tanie. Dziwny jest trochę ten świat. W końcu te dzieci w większości nauczyły się poglądów od rodziców lub rówieśników.

Jak dużo jeszcze jest ludzi, którzy uważają tańsze produkty za gorsze? Czy Monte za 2 złote w innym sklepie będzie gorzej smakowało, niż to za 3.50 zł, gdzie marżą wyrabia się pensje dla pracownika? No nie, będzie identyczne. Tylko niepotrzebnie przepłacimy. Jednak jest bardzo duże grono osób, które kupując droższe produkty wręcz poprawia sobie samopoczucie. Bo wiecie, mnie stać! A takie postawy materializmu przenoszą się na dzieci.

Jest też kwestia społeczna. Ocenianie ludzi przez pryzmat posiadanych rzeczy i pieniędzy. Czy biedniejszy znaczy gorszy? Nie raz słyszałam z ust dorosłych – zobacz jak nie będziesz się uczyć, to będziesz kopać rowy – znacie to powiedzonko? Jedno z ulubionych mojej polonistki. To była „czasowa” kobieta, już gdy mnie uczyła, dawno powinna być na emeryturze. Teraz czasy się zmieniły, nauka i wykształcenie wcale nie gwarantują ciepłej i dobrze opłacanej posadki. Jak dużo młodych osób z ukończoną magisterką siedzi dziś na kasach w marketach? – Ja osobiście znam kilka. Niestety niezależnie od ilości czasu spędzanego w książkach nie przekłada się to na dochody – wiadomo wyjątki się zdarzają. Jednak biedniejszy czy mniej zarabiający nie oznacza, że głupszy. Nie oznacza, że w jakikolwiek sposób gorszy.

Nauczmy dzieci szacunku do ludzi, nie tylko do tych z zasobnym portfelem i mercedesem na podwórku. Wysoki stan posiadania wcale nie oznacza, że ktoś jest lepszym człowiekiem. Często to właśnie ten najbiedniejszy podzieli się z Tobą ostatnią kromką chleba, gdy inny bogacz trzaśnie Ci drzwiami przed nosem. Bo jeśli my ich tego nie nauczymy, to kto? Koledzy w szkole?