Ciąża druga to zupełnie nowe doświadczenie dla każdej kobiety. Różni się o stokroć od wspaniałości oczekiwania na pierwszego potomka.

 

Przy pierwszych dziewięciu miesiącach rosnącego brzuszka, przyszła mama może czuć się niczym księżniczka. Każdy domownik ( i nie tylko) chodzi wokół niej na palcach, jak gdyby była bóstwem pierwszej klasy. A może jesteś zmęczona, a może chcesz się czegoś napić a może Ci niewygodnie, a jak się czujesz? Takich wyrazów troski jak podczas tamtego okresu chyba nie usłyszałam nigdy. Ba! Czasem miałam ich serdecznie dość. Wśród tych wszelkich pytań oczywiście każdy stara Ci się obwieścić największe prawdy wszechświata w postaci setek ciążowych zabobonów. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że ciężarne nie powinny odkurzać, czy wieszać prania. Tego kobieta w pierwszej ciąży nie powinna robić pod żadnym pozorem, serio. Głównie dlatego, że w drugiej bez żadnego ale będzie robić to i wszystko inne.

 

Wedle mojej prawie zatartej pamięci pierwsza ciąża to okres leżenia i pachnienia. Kiedy człowiek miał ochotę, a szczególnie w pierwszym trymestrze kładł się do rozesłanego łóżeczka jeszcze pachnącego senną marą i w trymiga zasypiał. W sumie spał, dokąd chciał, chyba że czekały na niego liczne badania lub kontrole lekarskie, które najczęściej wywoływały grymas na twarzy, no prócz typowego badania USG, na które z tygodnia na tydzień z wytęsknieniem się oczekiwało.

 

W ciąży drugiej możesz i czasem nawet poleżeć, chociaż o pachnięciu to tak średnio można powiedzieć. Pierwsze dziecko raczej nie urasta do rangi aniołka przez sam fakt zostania starszą siostrą lub bratem. Ono ma własne oczekiwania i nie zawsze idą one w parze z prysznicem i snem, kiedy ciężarna ma na to ochotę. Zresztą katar, ślina, piasek z piaskownicy i pot lejący się po tyłku jakoś nie pachną pięknie. A ich jakoś ciężko uniknąć przy małej rozbieganej trzylatce.

 

Ciążę pierwszą pamiętam, jako odliczanie do porodu. Każdy tydzień z prawie całych dziewięciu miesięcy to przeczytane tony stron książek i internetów, by dowiedzieć się jak to jest i co się dzieje z maluszkiem rozwijającym się pod sercem. Takie wiecie tydzień po tygodniu. Zachwycanie się nad faktem o już słyszy, o już zaciska piąstki, o już waży ponad kilogram etc.. Pamiętam, że każde to „nowe” było jak święto. Kobieta pierworódka obudzona w każdym momencie trzeźwo potrafi powiedzieć, który to dokładnie dzień i tydzień. Teraz gdyby nie aplikacja na komórkę żyłabym w przeświadczeniu, że to na bank nie początek siódmego miesiąca a ledwo koniec trzeciego. Już się nauczyłam, by to sprawdzać przed wizytą u ginekologa, bo tam przed gabinetem część kobiet o to pyta. Już nie raz dziwnie na mnie patrzyły, gdy nie umiałam odpowiedzieć…

 

Nie brakuje mi tego wszystkiego, choć faktycznie czasami czuję jak opadam z sił. Wiem, że całą uwagę kiedyś poświęconą ciąży, teraz pochłonęła pierwsza córka. W końcu spędzamy razem całą dobę. A ja nie mam kiedy roztrząsać, czy aby to kłucie w lewym boku to czasem nie objaw przedwczesnego porodu. Nie obawiam się również cesarki, bo najzwyczajniej w świecie o niej nie myślę. Przy pierwszym dziecku szczerze mówiąc martwiłam się dosłownie o wszystko. Teraz jest zupełnie inaczej, jest tego dużo mniej, choć niektóre troski bywają podobne.

 

Ciąża pierwsza wspominana po latach mimo pełnego wachlarza obaw była czasem beztroski, ciąża druga nie różni się niczym od pracy, na co najmniej dwa etaty. Szczególnie, gdy opiekę nad dzieckiem łączysz np. z blogowaniem. Łatwo nie jest, ale przecież zawsze mogłoby być gorzej, prawda?

 

Podczas drugiej ciąży nie jesteś już niewinną początkującą, z momentem pojawienia się pierwszego dziecka stajesz się zaprawionym i coraz bardziej doświadczonym żołnierzem Armii Matek.