Zabawki w podróży to konieczność przy długich wyprawach z dzieckiem. Jednak wcale nie trzeba wydawać na nie majątku. Rozrywkę zapewnić mogą rzeczy, które zabawkami wcale nie są, a możemy je mieć za grosze.

W piątek pojechaliśmy do Kościeliska. Długi odcinek do pokonania w dzień. Zajęło nam to aż 7 godzin, głównie przez duże korki. Dodatkowo deszcz utrudniał postoje i spacery odpadały. Prawie całą drogę przejechaliśmy bez przerw, nie licząc tankowania. Całe szczęście mięliśmy sporo zabawek, które umilały Nadusi podróż – bo oczywiście o spaniu nie było mowy. Małej się nie nudziło, a czasem rzeczy które zawsze mam w torbie bardziej ją interesowały niż „gotowe” zabawki. Co warto mieć ze sobą?

DARMOWE ZABAWKI W PODRÓŻY

(PRAWIE) DARMOWE ZABAWKI W PODRÓŻY

Chusteczki higieniczne – już kilka razu uratowały mnie przed marudzeniem. Jest to chyba najtańsza zabawka na świecie, o ile można ją w ogóle zabawką nazwać. Rzucamy je do siebie jak piłkę, bawimy się z chusteczkami w chowanego i po wyjęciu je z folii próbujemy je tam włożyć z powrotem. Wierzcie mi 30 minut z głowy. Ciekawe czy sprawdzi się również dzisiaj!

Kartka i długopis – to kolejne fenomenalne zajęcie. Zabaw można wymyślić wiele. My mamy kilka standardowych. Mama (ja) rysuje – dziecko zgaduje. Często również Nadusia próbuje coś narysować, niestety ze mnie słabszy zawodnik i ciężko rozpoznać mi inne rzeczy niż kółko…

Mała maskotka – zazwyczaj zabawia moją córkę rozmową i opowiadaniem bajek. Może lepsza byłaby pacynka jednak zwykły pluszak sprawdza się całkiem nieźle. Wpisana jest w darmowe – gdyż w każdym domu jest przynajmniej jeden pluszak.

Torebka mamy – Ileż to razy Nadia wyjmowała z niej wszystko i chowała z powrotem, dzielnie przeglądając cały portfel i nawet kalendarz. Jednak dla mnie mało opłacalna ta zabawa – mała zawsze wyskrobie ode mnie jakieś drobniaki do skarbonki…

Balonik – dmuchanie i spuszczanie powietrza to mega frajda, dodatkowo można go odbijać i po nim rysować. Mała rzecz a cieszy.

Rymowanki i śpiewanki – czasami zwykły wierszyk potrafi zainteresować dziecko. Wystarczy odpowiednio zmienić intonacji głosu, dodać do tego ruchy rąk i główki i zabawa murowana. Jeden z naszych wyjazdów to śpiewanie Siała baba mak, po godzinie ochrypłam – Nadia prawie też 😉 ze śmiechu.

A jakie Wy macie patenty na długą podróż z dzieckiem?