Na swojej rodzicielskiej drodze spotkałam się z masą książek poświęconych macierzyństwu. Autorami byli zarówno, mężczyźni jak i kobiety. Wśród nich znalazły się opowiadania z życia wzięte, wszelkiej maści poradniki oraz powieści, które opisywały losy wychowywanego maluszka. Jednak każda z nich na swój sposób była lukrowana i srająca tęczą (kochane jak mi się spodobał ten zwrot!). Poradniki może i opisywały wszystko na zasadzie faktów, diagnozowały dolegliwości i wprowadzały lekkie zamieszanie – bo przecież prawie każdy z nich mówił co innego. Jednak mimo, iż skierowane do dopiero co wyklutych rodziców – nie opisywały powagi sytuacji jakim jest dziecko.

Książka o której Wam dzisiaj napiszę jest zupełnie inna!

dziecko dla odważnych okładka

Dziecko dla odważnych – Leszek Talko

„SOS! W domu pojawia się małe stworzenie, które ryczy nie na żarty, za krótko śpi, ssie palec, robi kupy i dziwnie na ciebie patrzy.
Podobno człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego. Więc kiedy w domu pojawił się Pitu (wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, jak się będzie nazywał), przyzwyczailiśmy się.
Jakimś cudem zmieniałem pieluchę. Nie wiem, jakim cudem wkładałem mu nowe ubranko. Kolejne tego dnia. (Czy mi się wydaje, czy w książkach nic nie pisali, że przeciętny Pitulek potrafi się obrzygać dziesięć razy dziennie? Bo o tym, że w tym samym czasie dwadzieścia razy obrzyga rodziców, nie pisali na pewno).
Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro tyle wysiłku trzeba włożyć w wychowanie jednego dziecka? A przecież są tacy, co mają dwójkę czy, uchowaj Boże, piątkę! Więc co? Nie śpią dziesięć lat z rzędu?
Nigdy byś w to nie uwierzył? Przekonaj się sam!”

Nie ukrywam, że nie znałam jej autora wcześniej. Nie wiedziałam czego się spodziewać  po tej książce, którą otrzymałam jako nagrodę w konkursie od bloga Wypaplani. O tym, że Talko pisał do magazynu Dziecko już dużo wcześniej nie miałam pojęcia. Może to i lepiej bo zaoszczędziłam na prenumeracie?

2

Dziecko dla odważnych jest niejako pamiętnikiem przygód faceta, który mierzy się ze zjawiskiem ojcostwa. Jego życie, można by rzec, nabiera nowego wymiaru i kształtu – ale jak to jest,  zapewnie wiecie po sobie 😉 Swoje przygody z Pitulkiem (jakie cudne imię!) i Kudłatą opisuje w sposób bezpardonowy i zabawny. Komizm pewnych sytuacji wprowadził mnie w stan w którym budziłam dziecko w nocy śmiechem. Czego wystrzegam się jak ognia, bo jak wiecie Nadia nie potrzebuje pobudek – w nocy wstaje sama, co wcale mi się nie podoba. O te pobudki i niekontrolowane ataki śmiechu (czy to w nocy w łóżku czy w toalecie) mam lekkie pretensje do autora. Jednak co poradzić, i tak nie potrafiłam przestać czytać tej książki. Druga rzecz co do której mogę mieć lekkie awersie, to zdarza mi się rzec na Nadię – Pitulka – to oczywiście ze względu na marudzenie – pitulenie, to słóweczko jest idealnie adekwatne.

Książka oczywiście zdaje się być lekko przerysowana, jednak to właśnie to nadaję jej „TEN” charakter. Cudne nagłówki i masa problemów z którymi spotykają się młodzi i starsi rodzice to dla czytelnika chleb powszedni. Jednak mało kto z nas w rzeczywistości ubrał je w tak dobitne słowa. Pewnie po części stąd ten dopisek „dla odważnych”. Tutaj nie ma miejsca na idealne, wykreowane rodzicielstwo, tutaj widzimy prześmiewczą odsłonę prawdziwego życia. Mnie osobiście książka przypadła do gustu, bez względu na ocenę metod wychowawczych autora – bo to nie o to chodzi.

dziecko dla odważnych okładka

Jedno jest pewne gdyby Talko prowadził bloga rodzinnego – należałby do elity i zgarniał wszystkie pochwały parentingowej blogosfery. Może lepiej, dla nas, że pisze książki!

Mam dla Was również małą niespodziankę, gdyby ktoś miał ochotę zamówić sobie książeczkę tego Pana (link) – Wydawnictwo Znak przygotowało dla wszystkich specjalny rabat. Każde zamówienie na kwotę od 100zł wzwyż zostanie zmniejszone aż o 40zł. Wszystkie książki dodatkowo mają ceny promocyjne, wiec można załapać się i zrobić zaopatrzenie biblioteczki w bardzo ciekawych cenach.

Przy zamówieniu – wystarczy wpisać kod rabatowy:  odwazni40