Dzisiaj mija kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. Dla nas „młodych” to element historii, jednak wśród nas są osoby starsze, dla których była to część życia. Trudno nam sobie wyobrazić, że niecałe 70 lat temu w Polsce szalała wojna. Nie można było spokojnie wyjść do pubu, na spacer, ba! nie można było się czasem nawet umyć!

Polacy mają mentalność marudy, narzekają za często i praktycznie na wszystko. Na rząd, opiekę lekarską, na system szkolnictwa, na pogodę i na sportowców. Ogólnie wiadomo, że zawsze mogłoby być lepiej. Jednak czasem nie zdajemy sobie sprawy, z tego jak było źle, kiedyś.

Do jednych z moich ulubionych książek należą, te z okresu II wojny światowej. Czasy okupacji, gett, obozów, a przede wszystkim czas strachu, krwi i cierpienia. Zawsze jednak trafiałam na pozycje pisane raczej pod temat Holokaustu, czyli zagłady Żydów. Z historii pamiętam „małe co nieco” dotyczące Polskiego Państwa Podziemnego oraz Polaków patriotów, którzy za ojczyznę poświęcali życie. Jednak ostatnia moja lektura – „Dziewczyny z Powstania” Anny Herbich, otworzyła mi oczy na zupełnie inny świat.

Chyba nie zdawałam sobie sprawy, ile ludzie mieszkający w naszym kraju, byli w stanie poświęcić, w zamian za wolność. Dorobek pokoleń, wielkie majątki ziemskie, własne życie i nawet życie własnej rodziny. Ich patriotyzm jest dla mnie rzeczą niepojętą.

Książka doskonale wprowadza w klimat, buduje napięcie, jest oparta na faktach autentycznych. Historia każdej z kobiet wżyna się w pamięć, zaczynasz widzieć wojnę ich oczami. Już wiesz, że słowa: tragedia, kataklizm i rzeź nie oddają powagi sytuacji. Jedenaście wspaniałych kobiet i jedenaście poruszających fali wspomnień – opowieści. Przeżycia, które można, by podzielić na tysiące osób a i tak dla niektórych z nich byłoby to za dużo, by zachować zdrowy rozsądek.

Halina Jędrzejewska

DZIEWCZYNY Z POWSTANIA

Spotykamy tutaj młode dziewczyny, których przeniesienie z harcerstwa do konspiracji i złożenia przysięgi było naturalną rzeczą. Widzimy hrabiankę z dobrego domu, poznajemy losy księżnej Anny Radziwiłł. Poznajemy losy kobiety, która zostaje z trzy miesięcznym dzieckiem, gdy jej mąż wyrusza do Powstania. Oni wiedzą, że to może być ich ostatnie spotkanie.

Poznajemy również kobietę, która rodzi w dzień wybuchu powstania. Przez większość czasu musi się ukrywać w brudnych piwnicach, wraz z maleńkim dzieckiem. Pieluchy darte z kawałka materiału, bez kąpieli i kosmetyków. Bez maści na odparzenia i nawet bez opieki lekarskiej dla noworodka. Musi sobie radzić, nawet mimo braku pokarmu – który po porodzie się nie pojawił, głównie z powodu około wojennego stresu. Zmagania z głodem własnym to nic w porównaniu z myślą, że nie można wykarmić własnego noworodka. W końcu o zakupie sztucznej mieszanki, nie można było nawet pomarzyć. Rozcieńczony cukier, odrobina mąki to wszystko czym musiał zadowolić się maluszek. Jak pomyślę, jakiego miałam stresa, gdy wydawało mi się, że może materacyk kupiłam nie taki że może wózek niewygodny, że ubranka za mało „milutkie” – śmiać mi się chce. W końcu, jeśli nie mamy czym się martwić, sami umiemy wymyśleć sobie powód do zmartwień…

Cała książka była poruszająca, jednak jedno ze zdań zapadło mi szczególnie w pamięć, gdy na barykadach Powstania ginęli młodzi chłopcy, wszyscy przed śmiercią wracali myślą do serca matek. „Ci młodzi żołnierze, nie wszyscy mieli dziewczyny, ale wszyscy mieli matki”. Co musiała czuć matka, która trzymała na rękach dziecko z pourywanymi rękoma i nogami – które wołało „Mamo, ja nie chcę umierać!” ? Takie pojedyncze sytuacje działają na moją psychikę dużo bardziej niż liczby. W trakcie dwumiesięcznych walk straty wojsk polskich wyniosły około 16 tysięcy zabitych i zaginionych. W wyniku nalotów, ostrzału artyleryjskiego, ciężkich warunków bytowych oraz masakr urządzanych przez oddziały niemieckie, szacuje się, że mogło zginąć nawet dwieście tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy.

Powstanie miało trać dwa, trzy dni. Nasze niewielkie siły, bez broni i sprzętu, miały zmieść niemiecką potęgę, której żołnierze byli uzbrojeni po zęby. Ktoś nieźle przeliczył siły na zamiary. Jednak i tak, przy takim przygotowaniu Polacy wytrzymali ponad dwa miesiące, zanim skapitulowali.

Jeśli jesteście zainteresowani książką, polecam obejrzeć poniższy filmik. Wśród bohaterek książki, znajduje się bowiem babcia autorki – ona była jedną z „Dziewczyn z Powstania”.

Przyznam się…

OK. Dopóki nie miałam rodziny, dziecka, męża – pewnie zaangażowałabym się całą sobą w Powstanie Warszawskie. Konspiracja, tajna szkoła, bycie łączniczką czy sanitariuszką – dałabym radę. Jako młoda dziewczyna bardziej traktując wszystko jako jedyne wyjście z sytuacji, a nie chęć uczestniczenia w wojnie.

A w takiej sytuacji jak jestem teraz? Spakowałabym co bym mogła, zabrała dziecko, męża i rodzinę jak najdalej. Uciekłabym na koniec świata. Chcecie sobie walczyć, walczcie – mnie w to jednak nie mieszajcie. Nie byłabym w stanie za „wolność” naszego kraju oddać nawet kropli krwi moich najbliższych. Tak sobie myślę, że taka ze mnie patriotka jak z koziej dupy trąbka… A może są po prostu inne czasy?

Herbich_Dziewczynyzpowstania_popr_500pcx

tytuł: Dziewczyny z Powstania
autor: Anna Herbich
gatunek: powieść biograficzna
oprawa: twarda
liczba stron: 318
cena z okładki: 39,90 zł

Wydawnictwo Literackie

A Ty? Byłabyś jedną z Dziewczyn z Powstania?