Mój ślub odbył się ponad rok temu i odmienił moje życie. Tak mi się na wspominki wzięło…

Moja inność i kontrowersyjność odbiły się także na mym ubraniu w „ten” dzień. Mimo faktu, iż chciałam by to było zwykłe wesele, takie jak tysiące innych. Suknia musiała być jak z bajki. Inna, taka moja. Chcąc nie chcąc to co mi się najbardziej podobało wzbudzało kontrowersje… Jak zawsze…

Od zawsze lubiłam być inna od innych choć podobna, a często taka sama.
Od zawsze byłam oryginalna i kontrowersyjna.
Nie z chęci bycia taką, taka się urodziłam, a może tak ukształtował się mój charakter w trakcie dzieciństwa?

Jednak wracajmy do tematu…
Suknia została wyjęta spod ręki krawcowej z pewnej wioski, bo niestety w moim rozmiarze nie da się po prostu iść i przymierzyć czy nawet wypożyczyć suknie. Natomiast uszycie sukni mojego projektu w salonie to koszt około 5000 zł, a ja nie chciałam wydać więcej niż 1500zł. Pokazałam jej kilka zdjęć, podobnych kreacji i razem zrobiłyśmy projekt i naniosłyśmy poprawki.

Poniższe zdjęcia to fotografie zrobione w trakcie mojego wesela oraz sesji ślubnej.

Suknia zrobiła wrażenie chyba na wszystkich.
Co najważniejsze mnie podobała się bardzo – co do wygody, powiem jedno trenów nie polecam…

Mimo wszystko dla mnie była to „prawie” idealna suknia ślubna.
Idealna byłaby zmniejszona do rozmiaru jakiegoś 38 no góra 40… razem z właścicielką oczywiście 😉

Pozdrawiam, Mama bloguje