Ostatnio miałam kilka dni wolnego. Spotkałam się z grupą starych znajomych – jak to ładnie brzmi ;). Właściwie z grupą dziewczyn z okresu studiów. Wszystkie już jesteśmy mężate i dzieciate i nie widziałyśmy się od lat. 
Wypiłyśmy „odrobinę” alkoholu i zaczęło się narzekanie. Jakie to polskie, prawda?

Koleżanka nr 1 zaczyna swą tyradę – 
„Mój mąż to idiota”.  – Zrobił mi rano awanturę, bo nie mógł znaleźć portfela. Chodził, szukał i wrzeszczał.  Odpowiedziałam, że pewnie ma go w kieszeni płaszcza – Miał…

Tak się zaczęło.

Koleżanka nr 2 odpowiada na to – To Ty nie znasz mojego Męża. Ostatnio doszedł do wniosku, że ja nic nie robię, bo przecież nie pracuję. W końcu ja tylko zajmuje się dzieckiem i domem. Mimo, że nie potrafi nawet pralki włączyć. A jak sam został z córką w domu – co chwilę dzwonił bo nawet pieluchy nie mógł znaleźć. To jest dopiero idiota.

„Mój mąż to większy idiota” – powiedziała Koleżanka nr 3. – Nigdy nie pamięta odebrać dziecka ze żłobka. Jak mu przypominam wrzeszczy: czy ty myślisz, że jestem debilem i o tym nie pamiętam? Kiedy dochodzi co do czego okazuje się że dziecko siedziało do samego końca. Czyli ojciec po niego przyjechał tuż po moim telefonie. No ale przecież nie jest debilem…

Kolejna koleżanka już nr 4 dochodzi do wniosku, że jej mąż to nie dość, że idiota to jeszcze sknera. Nie dość, że ma te samy wady co inni to jeszcze rozlicza ją z każdego grosza no i jak z takim żyć?

O kolejnych nie będę się rozpisywać – ale każda miała jakiś problem ze swoim facetem – dosłownie każda. Jakoś tak jedna przez drugą próbowały sobie udowodnić która ma gorzej ze swoim własnym domowym idiotą. 
Słuchałam tego wszystkiego i doszłam do wniosku, że mój Mąż idiotą nie jest, nawet jeśli czasem zrobi coś źle. Tylko jak się przed nimi przyznać, normalnie aż wstyd że się takiego ma…

Nie chciałam przerywać tej passy idiotów na świecie, więc szybko wymknęłam się  do łazienki. 
Jeszcze palnęłam bym hasło pod tytułem – jakby mój był idiotą to bym się z nim rozwiodła ( i pewnie bym za niego nie wyszła za mąż) albo zrobiła inną rzeź niewiniątek…


Całe szczęście jak wróciłam był już temat pod tytułem Moje dziecko jest Naj… – tu już mogłam się wypowiedzieć bez obaw, przecież każde dziecko jest najlepsze dla swojej matki, prawda? 
Ps. Czy ja już jestem aspołeczna?
Pozdrawiam, Mama bloguje