Odkąd zostałam „matką” zauważam pewne niuanse, które dotychczas obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny (i to żółty) śnieg. Pewne rzeczy mnie denerwują, inne irytują a niektóre śmieszą lub uczą.

Być samotnym rodzicem?

Tak jest właśnie z faktem bycia „samotnym rodzicem”, „samotnym” zazwyczaj z powodu braku aktu zawarcia związku małżeńskiego, a nie dlatego, że nie ma mu kto grzać zimnych stóp pod kołderką. Takich osamotnionych ale w związku partnerskim w naszym kraju jest nadzwyczaj bardzo dużo i zazwyczaj wyciskają z tego ile się da.

Przecież samotnemu rodzicowi jest ciężko, jest sam, ma jeden dochód, dziecko lub dzieci do utrzymania no i jest w końcu przecież jest sam. Tyle, że to zazwyczaj gówno prawda. Znam takich samotnych, znam wiele takich samotnych par z dzieckiem,  znam nawet takie samotne mamy u których co noc jest inny tatuś – uwierzcie mi.

Samotni pracują, zarabiają, dziecko wychowują wspólnie, bo dziecko ma samotną matkę i samotnego ojca. Z pozoru przecież mieszkają tylko razem, prawda? To tak dla nie poznaki, no bo przecież są samotni… Samotna matka ma zadbane paznokcie, ubiera się według najnowszych trendów mody i nawet ma czas dla siebie. Samotny tata pali papierosy i jeździ jednym z nowszych modeli Audi.

Samotni rodzice dla niepoznaki ciągną kasę od Państwa, bo przecież jej samotnej matce się należy, prawda? Samotny tata wozi dziecko do publicznego, darmowego przedszkola, do którego dziecko się dostało, dzięki dodatkowym punktom za samotność. Tylko przecież nikt mu nie powie – „Ty stać Ci na taką brykę, a na przedszkole dla dzieciaka to już nie?”

Druga samotna para zrobiła ostrą libację na cały weekend, a prawdziwie samotne dziecko nie miało co do buzi włożyć. Niby socjal przecież dostali (i przehulali) ale co z tego?

Fałszywie samotni czy prawdziwie sami?

Nikt przecież nie udowodni im, że nie wzięli ślubu celowo, by korzystać z ulg i przywilejów. Mało tego kto znajdzie tyle śmiałości, by powiedzieć Ty oszuście! Ciężko jest odróżnić przecież komuś spoza towarzystwa czy dana matka czy ojciec są faktycznie samotni i tej pomocy potrzebują czy robią to celowo i z premedytacją.

Ja gdy zapytałam samotnych – takich właśnie cwaniaczków, co jak i dlaczego. Dowiedziałam się, że to taki światopogląd, że to takie modne teraz, że się w każdej chwili można od związku uwolnić.

Samotna matka…

Jedna taka samotna matka – bezrobotna zresztą tylko z lewym zaświadczeniem na najniższą krajową o podjęciu pracy, która właśnie wybierała się na „solarę” gdy dziecko w żłobku było. Odpowiedziała mi zadowolona, że obiadków gotować już nie musi – bo dzieci dostają wszystko czego im trzeba za darmochę, a oni z „partnerem” czytaj „samotnym tatą” wolą jeść po za domem. Wiecie dochód przecież jej samotnej nie przekroczył tego progu 500 paru złotych na osobę.

Tak sobie myślę, że w końcu tych samotnych będzie tyle, że i dla nich zabraknie miejsc w żłobkach, zabraknie na ulgi i dodatki. W tym kraju Ci fałszywie samotni wykorzystają każdą możliwą lukę w prawie i znajdą sposób by wykiwać pozostałych. Jednak najbardziej dostaną po dupie Ci faktycznie potrzebujący pomocy, Ci faktycznie zostawieni sami sobie – Ci prawdziwie samotni.

…bo dziecko to najlepsza inwestycja…

Zresztą jak to w ogóle się dzieje, że nie ma wystarczającej ilości miejsc dla dzieci w żłóbkach i przedszkolach? Tak się zastanawiam gdzie są Ci, którzy zarządzają kasą podatników. Przecież poczucie bezpieczeństwa dla rodziców jest głównym czynnikiem zwiększającym przyrost naturalny. Kto inny będzie nas utrzymywał kiedyś, jeżeli nie dzieci? Nie ma lepszej inwestycji niż te małe pędraczki. Dzieci są bardziej opłacalne niż stadiony narodowe, autostrady, oczyszczalnie ścieków czy hydroelektrownie.

Z drugiej strony jednak za kilkanaście lat nie będzie takiego problemu. Dzieci będzie się rodzić co raz to mniej. Przedszkola będą się bić o maluchy tak jak teraz uczelnie i uniwersytety o studentów. W sumie jeszcze nie tak dawno temu tylko niektórzy mogli pozwolić sobie na studia, a teraz to żadne wyróżnienie.

Ogólnie to chyba wszystko zmierza donikąd.

Chciałoby się powiedzieć Amen – ale powstrzymuje się ostatkiem sił.

Swoją drogą tutaj macie link do artykułu w Wyborczej – ciekawy.

 

W serii „trudne tematy” możecie przeczytać także:

TROLL PARENTING – WTF?

ABORCJA