Ostatnio byliśmy świadkiem pewnego strasznego zdarzenia. W bloku u jednej z lokatorek pracował najęty „fachman”, układał płytki w łazience. Gdy dość długo nie było słychać pracy fachowca, właściciele zajrzeli do łazienki. Okazało się, że leżał na podłodze. Szybko została wezwana karetka. Lekarz, który nią przyjechał po kilkominutowej próbie reanimacji stwierdził zgon. Został wezwany zakład pogrzebowy. Nie muszę mówić, że „karawan” przyjechał w czasie szybszym od mikrosekundy i jakieś 10 razy wolniej jechała karetka.

Po schodach szybko wbiegło dwóch Panów z zakładu – jednej z bardziej renomowanych i znanych firm pogrzebowych w Polsce. Panowie wynieśli zmarłego w worku.Po wyjściu z klatki schodowej „przemili” ludzie rzucili ciało na parking i wlekli je za sobą. Przy okazji rozrzucając rękawice robocze, które zmarłemu zostały wcześniej zdjęte i raczej już mu się nie przydadzą. Co ciekawsze córka zmarłego Pana była naocznym świadkiem całej sytuacji.

W tym wypadku nie będę komentować tej historii – bo za dużo jadu bym upuściła…

*Żródło zdjęcia

Pozdrawiam, Mama bloguje