Prawie każda ciężarna i jej partner na pytanie o płeć maluszka odpowiada „nieważne, co, ważne żeby było zdrowe”, ale czy rzeczywiście każdy z nas tak myśli?

 

Każdy ma jakieś preferencje.

Może bym nawet uwierzyła w to, że płeć nie jest ważna dla przyszłych rodziców, gdybym nigdy nie była w ciąży. Gdybym nigdy nie widziała kobiety ze łzami rozczarowania w oczach, bo przecież miała być upragniona córeczka, z różowymi gumeczkami zawiązanymi na kucykach.

 

No niestety, każdy ma jakieś preferencje. Chociaż po porodzie to nasze upragnione dziecko będziemy kochać równie mocno, niezależnie od płci. Często w naszej głowie rodzi się myśl – chciałabym synka, chciałabym córkę. A później patrzymy tym naszym znajomym w oczy i mówimy – nieważne, ma być zdrowe. Przecież nie wypada powiedzieć prawdy, prawda? No, bo jaka to hipokryzja, nie dość, że udało się zapłodnić jajeczko – to jeszcze mieć dodatkowe chęci, na które w sumie nie ma się większego wpływu. A może to myśl, że jednak jak powiemy głośno, że niebieskie albo różowe – odbierze mu/jej to zdrowie? No, bo co ludzie powiedzą, co?

 

Chciałam mieć dwie córeczki.

Odkąd pamiętam chciałam mieć dwie córeczki. Jakoś wydaje mi się, że dziewczynki są łatwiejsze w wychowaniu. Matki mają z nimi lepszy kontakt. Ogólnie częściej zostają przy rodzinie i nie uciekają do obcych bab. Są grzeczniejsze i zabawa z nimi może być ciekawsza niż aranżowanie wypadków samochodowych. Do tego, te rzeczy dla małych księżniczek są takie piękne, można tą małą damę wystroić, wyczesać i ogólnie ach i och. Oczywiście moje chęci tłumaczyłam, zacnie przed sobą, równie ważnymi aspektami ekonomicznymi. Bo wiecie, zabawki te same, co ma Nadia, ubranka te same, te cudne sukieneczki, wózki i inne akcesoria… No właśnie chciałam mieć dwie dziewczynki. Wręcz promieniałam ze szczęścia, aż do całego 33 tygodnia, że moje marzenie się spełni.

 

A później się zdziwiłam. USG praktycznie ostatnie przed końcem ciąży. Ta sama ginekolog, co zawsze. Uśmiechnięta podczas badania, pyta grzecznie: „- Mówiłam, jaka płeć?”, Ja równie uśmiechnięta „ Tak, mówiła Pani, że będzie druga dziewczynka”. Ona uśmiecha się bardziej i mówi „- No to od ostatniego spotkania wyrosły jej jajeczka. Pewności Pani nie dam, ale raczej będzie chłopczyk”.

 

Jak to kur@#^%^* chłopczyk?

A ja myślę czarna plama, kot w worku, ZONK. Jak to kur@#^%^* chłopczyk? A gdzie moja druga córunia? No i czuję tą łzę, ni to rozczarowania, ni to złości spływającą po policzku. Przez głowę przebiega milion myśli, bo przecież pół różowej wyprawki czeka już w domu, Nadia od progu ciąży wołała, że chłopców nie lubi. A tu ma być braciszek! No święte nieba… Dzwonię do chłopa, że mu się plemniki pomyliły. Nie zdążyłam jednak dokończyć, bo w słuchawce słyszę gromkie „Będę miał SYNA!!!”  No jeszcze w życiu nie słyszałam go tak szczęśliwego… A ponoć ta płeć to nieważna… Ma być zdrowe. A on w życiu się tak nie cieszył, na wieści o córkach. On pragnął tego syna. On miał czelność chcieć więcej niż zdrowie, bo sorry, że zdrowe to wiadomo, że musi być. Każdy marzy o tym zdrowiu dla swych dzieci i bliskich. To normalne.

 

Nie jestem wyrodną matką.

W tej chwili jestem już ponad 3 tygodnie po wiadomości od mojej uśmiechniętej ginekolożki. Nastawiam się, że możliwe, że córka będzie jednak synkiem. Nie jestem jeszcze z tego powodu super szczęśliwa. Dopiero przyzwyczajam się do tej myśli, choć idzie mi opornie. Wiem, że nieważne, co się urodzi, kochać będę tak samo. Nie jestem wyrodną matką, znam wiele podobnych do mnie. Pamiętam na porodówce, płaczącą świeżo upieczoną pierworódkę z mojej sali. Myślałam, że łzy są efektem bólu poporodowego czy szczęścia. Jednak po krótkiej rozmowie, ona tuląc do piersi córeczkę, mówiła – no, bo ona ma wszystkie ubranka niebieskie i chyba zostanie Bartusiem, bo ja nie mam pojęcia jak nazwać dziewczynkę. Wiem, że takie sytuacje zdarzają się często. Choć Ci zdumieni i lekko rozczarowani rodzice i tak te dzieci będą kochać z całych sił, bo przecież płeć tak na serio nic nie zmienia, ważne by maleństwo było zdrowe.