Ten tekst tłukł mi się po głowie od dawna. Jednak pod wpływem ostatnich wywodów pseudoekspertów w wychowaniu nabrał kształtu całkowitego.

Rodzice to jedna z najbardziej ciężkich grup ludzi. Wystarczy zaczątek ciąży, poród czy dumne jednodniowe ojcostwo by stać się mistrzem i autorytetem dla wyborów, co jest dobre a co złe dla dziecka. Jeśli nie daj boże, ktoś będzie miał czelność sprzeciwienia się zostanie zrównany z ziemią. Oczywiście wirtualnie, bo przecież prosto w oczy nie jesteśmy nauczeni mówić prawdy.

Nieważne czy tematem jest sztuczne karmienie, częstotliwość mycia noworodka czy nauka stawiania pierwszych liter. Każdy rodzic ma swój pogląd na każdy temat i rzadko go zmienia. Często idzie w zaparte popierając swoją tezę naciąganymi argumentami, które w normalnym życiu zostałyby dosadnie wyśmiane. Zresztą wystarczy wejść na jakiekolwiek forum dla rodziców, by z dzieckiem na ramionach krzyczeć – „ja się wypisuje z grupy rodziców”. W końcu to po części wstyd, być wrzucanym do jednego wora z tymi wszystkimi jadowitymi matkami i ojcami z maczetą na złe (odmienne) poglądy.

lufsig-pluszak__0185582_PE337578_S4

ZŁE ZABAWKI

Największe baty dostają jednak zazwyczaj producenci zabawek (zaraz po innych matkach szczepiących, pocesarkowych i karmiących sztucznie ubieranego w rajstopki berbecia). W końcu oni chcą zaspokoić popyt na spragnionych edukacji rodziców, którzy najchętniej nauczyliby czytać dziecko w wieku lat dwóch, ale posyłając do szkoły byle później lub wcześniej niż ustawa przewiduje. Wracając jednak do tych zabawek, wczoraj natknęłam się na kolejną falę hejciarstwa. Tym razem po nosie dostała planszówka – „Skup zwierząt”. Te głosy krzyczące rozgorączkowanego tłumu (rodziców, oczywiście), że uczą bezpodstawnego urzeczowienia istot zwierzęcych. Normalnie wydawały się głośniejsze niż te, które wczoraj krzyczały o unicestwieniu Mikołaja, jako podstawy do kłamania własnych szczerych dzieci. I tak właśnie, jedno się z drugim ze sobą gryzie.

Skoro większość rodziców marzy o tej wielkiej do bólu szczerości, która odrywa ze wszystkich złudzeń i z uroczego stanu dzieciństwa, kto mówi dzieciom całą prawdę? Czy stawiając przed dzieckiem śniadanie, z rozlewającym się po talerzu żółtkiem – uświadamia trzylatka, że to mógł być malutki żółciutki kurczaczek? Czy gotując ukochany obiad dzieci, opowiada historię o krówce, śwince czy króliczku (niepotrzebne skreślić), która uroczo bawiła się, co dnia na łące, aż nagle trafiła do rzeźni, by zaspokoić mięsożerną tłuszcze? No bardzo wątpię…

Po uszach oberwali się Ikei sprzedającej wilka pożerającego czerwonego kapturka, czy tam babcie – choć tą bajkę słyszało chyba każde dziecko, ale przecież uczy przemocy. Normalny wilk w normalnym lesie, gdyby był wygłodzony nigdy by babci lub małej dziewczynki nie zjadł. Really?

Wymieniać mogłabym w nieskończoność. Tylko, po co? Hejt nie zniknie i tak, za bardzo mocno zakorzenił się w naszym świecie. Gdzie każdy może usiąść przed komputerem i bez konsekwencji namazać kilka złośliwych słów. Jednak to się teraz nazywa wyrażaniem opinii, konstruktywna krytyka lub jeszcze ładniej „gorzka prawda”.

Ja wychodzę z innego założenia, jeśli kupię coś i jest bardzo słabej jakości i nieadekwatne wykonanie w stosunku do ceny, z chęcią podzielę się opinią. Głównie po to by ktoś się nie naciął – tak jak ja. Jednak, jeśli coś mi się nie podoba, godzi w mój sposób wychowania – najzwyczajniej w świecie tego nie kupuję i ot –  takie to łatwe!

promo_image

Wisielec

Z drugiej strony pamiętam jak dziś, kiedy na przerwach między lekcjami graliśmy w jedną z naszych ulubionych gier. Coś na kształt starego koła fortuny, ale bez koła. Zabawa polegała na odgadnięciu całego zdania lub wyrazu, odgadując po jednej literce. My ją nazywaliśmy wisielec. Brak jednej z literek powodował rysowanie kreski. Kto pierwszy ustawił szubienicę i powiesił ludzika przegrywał.

Wyobrażacie sobie wprowadzenie teraz na rynek takiej gry? Koniec świata.