Mamy są bardzo zmęczone, jednak wcale nie dlatego, że dużo pracują.

Mamy małych dzieci, szczególnie w okresie przebywania z dzieckiem/ dziećmi w domu, mają tendencję do złego samopoczucia, ciągłego zmęczenia i wyczerpania.

Wiadomo muszą zająć się dziećmi, nie wysypiają się i mają masę obowiązków domowych. Jednak ja mam trochę inną teorię skąd bierze się ich zmęczenie. Chociaż większości pracujących ludzi wydaje się, że matki powinny być zrelaksowane, bo przecież siedzą w domu – jest zupełnie inaczej. Ich prawdziwe przemęczenie wcale jednak nie wynika z pracy fizycznej. Dlaczego więc matki są tak bardzo zmęczone, że wieczorem mają siłę tylko paść na łóżko?

Odpowiedź jest bardzo prosta, choć wielu osobom, nie przyjdzie ona do głowy. Mianowicie wina zmęczenia to nadmierna czujność matki..

Nadmierna czujność jest zjawiskiem medycznym występującym często w stanach pourazowych lub związanych z traumą. Jest definiowana, jako wzmożony stan czułości sensorycznej powiązanej ze wzmożoną intensywnością działań i zachowań mających na celu wykrycie i wyeliminowanie zagrożenia. Jest to ciągła obserwacja środowiska pod kątem zagrożeń, nadmierna ostrożność oraz nadwrażliwość w niektórych zachowaniach.(źródło)

 

Zmęczona mama

Termin „nadmierna czujność” zwykle stosuje się w środowisku medycznym. Jednak moim zdaniem on doskonale odzwierciedla stan matki w pierwszych latach po porodzie. I będę go używać w tym poście w stosunku do macierzyństwa. Tak, więc, dla mam ( a czasem i ojców), nadmierna czujność oznacza zwiększony stan świadomości, gotowość do walki i ochrony naszych dzieci, które są zbyt małe, by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Dodatkowo nasze maluchy często same niechcący mogą sobie zrobić krzywdę.

Ciągły lęk o zdrowie i bezpieczeństwo naszych dzieci, to przecież dla większości mam nic nadzwyczajnego. Nie od dziś mówi się, że opiekując się maluchami trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Po urodzeniu dziecka kobiety mają wyczulone zmysły, szczególnie węch i słuch. Kobiecy organizm przygotował się do bycia w stanie ciągłej gotowości.

Przecież, kto inny usłyszy w nocy kwilącego malucha, kto obudzi się, gdy niemowlę zaczyna się ruszać. Kto wyczuję kupę w pampersie z drugiego pokoju? Mama – to proste.

Żyjemy w ciągłym stanie poczucia lęku, choć wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Szczególnie, gdy nasze pociechy stają się mobilne, zaczynają raczkować czy chodzić. Nagle rzeczy w naszym mieszkaniu z pozoru bezpieczne stają się potencjalnym zagrożeniem. Nasz ukochany fotel, na którym przeczytałaś wszystkie wykochane książki czy prasę stał się górą wspinaczkową, z której można bardzo szybko spaść. Toaleta czy środki do czyszczenia to już całkiem duże niebezpieczeństwo.

Nawet, gdy już „zabezpieczysz” dom przed dziećmi, nadal znajdziesz w nim masę miejsc, w którym Twoim dzieciom może stać się krzywda. Ponieważ one o tym nie wiedzą i nie są świadome zagrożeń, my robimy to za nie.

Mój Maksio na przykład otworzył sobie sam okno na piętrze, gdybym nie zareagowała w porę – wypadłby z niego. Naduśka owinęła sobie szalik wokół szyi – nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt, że zaczepił się o klamkę. Pamiętam jak dziś, gdy wypadła na nią pęknięta szyba z szafki czy jak w chwili mojej nieuwagi wsadziła sobie koralik do nosa. Takich sytuacji było dużo, jedne mniej a drugie bardziej niebezpieczne. Nie da się ich uniknąć.

Dlatego my Mamy, mamy tą świadomość, Pilnujemy, doglądamy i czasem ratujemy. Jednak świadomie bardziej lub mniej żyjemy w ciągłym lęku. Kalkulujemy i obserwujemy zagrożenia, które mogą dotknąć nasze pociechy. Ciągle działamy w trybie czuwania. A to dla naszego organizmu jest strasznie wyczerpujące.

I choć nawet nie posprzątasz mieszkania, nie ugotujesz obiadu i nie wypierzesz prania, po całym dniu z dzieckiem, sam na sam – będziesz zmęczona. I wiesz co? Masz do tego prawo!

 

Czy masz czas dla siebie, mamo?

Spędzenie całego dnia z myślą o innych jest bardzo męczące. Wiadomo, że być matką to przywilej i opiekowanie się własnymi pociechami daje radość. Jednak kolejne godziny troski i lęku gromadzą się, tym bardziej, gdy zajmujesz się nimi od świtu do… świtu. Przed dziećmi zapewne Twoje życie wyglądało zupełnie inaczej.

Nie rób z siebie Matki Polki. Pomyśl, nawet podczas pracy na etacie możesz iść do łazienki samodzielnie. Wypić kawę czy zjeść śniadanie – masz na to te 15 minut przerwy. Te 15 minut praktycznie tylko dla Ciebie.

Czy Ty opiekując się dziećmi masz te swoje 15 minut?

Jeśli należysz do większości – nie masz ich. A wiesz dlaczego? Bo ciągle masz coś do zrobienia. Jeśli Twoja pociecha ma drzemkę –Ty z wywieszonym jęzorem kończysz przygotowywać obiad, rozwieszasz pranie, prasujesz lub zmieniasz pościel. Pracując, jako gospodyni domowa (czyt. będąc na macierzyńskim) masz masę obowiązków. I wiem, że nie wszystkie da się ogarnąć, gdy pod nogami krząta się maluch. Zamiast się wyspa/ odpocząć/ zrelaksować – znajdujesz sobie zajęcie.

W końcu siedzisz cały dzień w domu z dziećmi. Musi być czysto, musi być na stole domowy obiad a na męża będą czekać wyprasowane koszule w szafie. … (W miejsce tych trzech kropek możesz dodać swoje obowiązki, których na pewno jest niemało) Ja to wiem. Jestem taką samą mamą jak Ty.

Nawet opuszczając gniazdo, martwisz się o pociechy. Zastanawiasz się, co robią i czy aby na pewno ktoś się nimi prawidłowo zajął. Przecież Ty to zrobiłabyś najlepiej. Czy wiesz, że robienie najlepiej – to kolejny wielki grzech matek? Ale to temat na zupełnie inny post. Wróćmy do meritum.

 

Wielozadaniowość pobiera opłatę za przejazd

Osobiście starałam się od zawsze być wielozadaniowa. Przecież, po co robić jedną rzecz, skoro mogę zrobić 3 i zaplanować kolejną w tym samym czasie? Kiedy chodzę z jednego pokoju do drugiego, odkładam rzeczy na swoje miejsce i porządkuje przestrzeń po drodze. Jedną ręką trzymając telefon, zmieniam pieluchę i przytrzymując synka, wyrzucam ją do kosza. Wielozadaniowość jest przydatna, ponieważ umożliwia nam zrobienie wielu rzeczy na raz.

Jednak to przez nią jesteśmy tak zajęci, że nie odprężamy się i nie odpoczywamy. Wielozadaniowość na dłuższą metę wcale nie jest dobra. Ona tylko wzmaga nasze zmęczenie. Bo musimy uważać i być ostrożne kilka razy bardziej.

Jeśli jesteś podobna do mnie (a mam nadzieję, że nie jesteś aż tak bardzo), trudno Ci spowolnić, pić kawę czy oglądać film, zamiast martwić się porządkiem w domu, dziećmi czy pracą. Wydaje się, że kiedyś kobiety miały gorzej. Pranie ręczne pieluch, brak ułatwiających życie urządzeń i udogodnień w domach. Opieka nad dziećmi, praca w polu i domu. Musiały być wyczerpujące. Jednak przyjrzyjmy się temu z bliska. Owszem pracy fizycznej było dużo więcej. Ale dzieci wychowywała cała wioska. Odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo nie ciążyła tylko i wyłącznie na matce. Rodziny były wielodzietne, a dzieci często pilnowały swojego rodzeństwa. Nawet maluchy miały swoje obowiązki, musiały pomagać rodzicom.

W dzisiejszych czasach jest inaczej. Może i faktycznie nie musimy aż tyle pracować fizycznie. Jednak presja otoczenia wobec postawy kobiety, jako matki jest o niebo wyższa. Szczególnie presja osób starszych, które na nasze macierzyństwo patrzą według starych zasad. Bo przecież skoro kobieta zajmuje się tylko dziećmi i domem, powinna znaleźć czas na wszystko. Na to by o siebie zadbać, umalować się. Mieć perfekcyjnie wysprzątany dom i wszystkie pocerowane skarpetki. Żyjemy pod ostrzałem zdania innych. Zaślepione często obrazem wyidealizowanej i pięknej matki spoglądającej na nas z instagramowych zdjęć w otoczeniu swego cudnego domu urządzonego w stylu skandynawskim. Tylko wiesz, co? Normalne życie tak nie wygląda. Dzieci się brudzą, a ułożone przedmioty na półce stoją tam tylko do momentu, kiedy ich maluch nie zauważy.

 

Masz prawo być zmęczona.

Następnym razem, gdy ktoś spojrzy na Ciebie z tym całym wyrzutem i hasłem „Ty masz dobrze, bo jesteś w domu…” czy „jak możesz być zmęczona, przecież nie pracujesz, tylko siedzisz w domu” Uśmiechnij się do siebie, bo Ty sama najlepiej wiesz dlaczego. Nie musisz się nikomu tłumaczyć.

Masz prawo być zmęczona, bo dzięki Tobie żadna Twoja pociecha nie wypiła wybielacza, ani nie umoczyła ręki w toalecie.

Jesteś zmęczona, ponieważ udało Ci się nakarmić Twojego niejadka, chociaż nie było to jedzenie eko i organiczne. Ale zjadł, a to dla Ciebie najważniejsze.

Jesteś zmęczona, ponieważ dom nie spłonął, a ściany nadal są pionowe, choć może lekko pokolorowane kredkami, markerami lub lakierem do paznokci, który zapomniałaś schować.

Jesteś zmęczona, bo dzięki temu Twoje dzieci były bezpieczne i zadbałaś o nie tak, jak potrafiłaś najlepiej.

Reszta nie powinna nikogo obchodzić .

Niezależnie od tego, jak zorganizowana, wydajna i produktywna jesteś, jako matka, i nie ważne jak posłuszne i dobrze wychowane są Twoje dzieci, bycie mamą, wymaga mega koncentracji, skupienia i zwiększonego poczucia czujności.

To sprawia, że ​​mamy prawo być zmęczone.

 

Ale wiesz? Kiedy wieczorem padam na łóżko jak kłoda to zanim zasnę myślę o tym, że kiedyś będę wspominać ten czas z uśmiechem.

Bo to właśnie robią matki.

Robimy to, co trzeba zrobić.

 

Jestem w trakcie przygotowywania e-mailowej serii dla mam.

Jeśli jesteś ciekawa, co dla Ciebie przygotowuje zapisz się na listę oczekujących.

Będzie to coś wyjątkowego – obiecuję.

Zapisz się, a dowiesz się o wszystkim, jako pierwsza.