CZY DZIECKO Z ADOPCJI MOŻE BYĆ GORSZE, BO MA „ZŁE GENY”? – WPIS GOŚCINNY

Dziecko z adopcji nie ma łatwego życia, już od początku napotyka na swej drodze same problemy. Czy to prawda, że adopcyjne maluchy to „dzieci gorszego Boga”?

Dziś na blogu gościmy Olę autorkę bloga Child Adoption. Zapraszam Was na wpis o trudnej drodze adopcji dziecka w Polsce, którą potrafi wynagrodzić jeden mały uśmiech.

 

Droga do adopcji dziecka

Gdy zdaliśmy sobie z mężem sprawę, że posiadanie biologicznych dzieci może, w naszym przypadku pozostać w sferze marzeń, zaczęliśmy szukać innych możliwości. Byliśmy już zmęczeni nieudolnością lekarzy, ich przedmiotowym traktowaniem (na szczęście nie wszyscy tacy byli) i tym, że staliśmy się dla nich doskonałym źródłem dochodów. Małżeństwo, które bardzo pragnie mieć dziecko, jest w stanie naprawdę dużo poświęcić. Spotkaliśmy lekarzy, którzy wymyślali w ciągu miesiąca kilkanaście wizyt, niby do monitorowania owulacji, a za każde spotkanie liczyli sobie normalne stawki (i tak już znacznie zawyżone, bo niby związane z leczeniem niepłodności). Czasem takie wizyty trwały tylko 5 minut.

Raz mój mąż naiwnie myślał, że wynegocjuje może jakąś zniżkę. Tymczasem pani doktor bez skrupułów zażądała, wręcz z oburzeniem, jeszcze wyższej opłaty twierdząc, że podniosła stawki. Nawiasem mówiąc nic nam nie pomogła. Najpierw na podstawie badań hormonalnych dała nam nadzieję, a po kilku miesiącach „tzw. leczenia u niej”, na podstawie tych samych badań stwierdziła, że nic się nie da zrobić. W efekcie zmarnowaliśmy przez nią sporo czasu i pieniędzy. Zmęczeni tym wszystkim i zniesmaczeni chciwością lekarzy daliśmy sobie spokój.

 

Adopcja dziecka

Druga droga też nie była łatwa. Ale byliśmy już zahartowani na tej pierwszej, związanej z leczeniem niepłodności. W ośrodku adopcyjnym poddano nas szczegółowej kontroli w formie testów, rozmów kwalifikacyjnych, wizyt oceniających nasze warunki lokalowe i potem już nasz kontakt z dzieckiem. Wszystko to było bardzo wyczerpujące emocjonalnie. Pomimo różnych obaw, które mieliśmy w sercu, musieliśmy udowadniać, że będziemy wspaniałymi rodzicami adopcyjnymi.

Wszystkie te procedury i czas oczekiwania na dziecko trwały w naszym przypadku ponad 2 lata. Doczekaliśmy się cudownego Chłopczyka, który powoli zdobył nasze serca. Miał kilka miesięcy, gdy do nas trafił. I choć początkowo czułam, że opiekuję się dzieckiem innych rodziców, to z każdym dniem to przeświadczenie słabło. Nawet nie wiem, kiedy poczułam, że jest to już „moje (nasze) dziecko”.

 

DZIECKO Z ADOPCJI

Dziecko adopcyjne

W tamtym okresie zaczęliśmy też doświadczać, w jaki sposób w Polsce postrzegana jest adopcja dziecka. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo krzywdzące mogą być te opinie.

Wiele razy widziałam, jak nasz Synek był oceniany nawet przez naszych znajomych, czy dalszą rodzinę, pod kątem tego, czy wszystko z nim w porządku, i to tylko dlatego, że był adoptowany. Gdy mówiliśmy o adopcji  tworzył się dziwny dystans.

Na szczęście nie zawsze tak było. Spotkaliśmy się też ze wspaniałym przyjęciem. Pomogli nam także lekarze. Synek bardzo szybko dostał się na rehabilitację, co pomogło wyrównać jego sprawność fizyczną.

To jeszcze w tamtym okresie postanowiłam mówić o moim doświadczeniu adopcji i o tym jak wygląda droga do niej, z jakimi problemami mogą się spotkać rodzice adopcyjni (stąd pomysł utworzenia strony o tematyce adopcji). Chciałam też zebrać na niej przykłady adopcji szczęśliwych, by pokazać, że jest ich więcej niż tych nieszczęśliwych (o których czasem bywa tak głośno).

Adopcje nie są proste, gdyż często dzieci przysposobione mają różne deficyty zdrowotne, taki bagaż, który otrzymują od swoich rodziców. One już na początku swojego, krótkiego przecież jeszcze życia, nie mają łatwo. Muszą się zmierzyć z odrzuceniem i krzywdą wyrządzoną im przez własnych rodziców, czyli ludzi, którzy najbardziej powinni je kochać i dbać o ich zdrowie i prawidłowy rozwój. Czy na to zasłużyły, czy w ogóle jakiekolwiek dziecko na to zasługuje?

Dodatkowo dzieci adoptowane muszą prędzej czy później, zmierzyć się z krzywdzącą oceną innych, że „są złe, bo mają złe geny”. Czy można życie ludzkie przekreślić już na początku?. Wiem, że adopcje dzieci z chorobą zaburzenia więzi (RAD), czy płodowym zespołem alkoholowym (FAS) bywają bardzo trudne i to one czasem przedstawiane są w mediach jako te „złe przykłady”. Tylko te choroby nie biorą się z genów. Nie mają z nimi nic wspólnego. One biorą się z braku miłości i krzywdy wyrządzonej dzieciom przez własnych, nieodpowiedzialnych rodziców.

 

Szansa na nowe życie

Adopcja dla niektórych dzieci to jedyna możliwość, by stać się dzieckiem kochanym i chcianym – a dla niektórych par, jedyna szansa by stać się rodzicami.

Każdy człowiek, już od początku swego istnienia najbardziej potrzebuje miłości… i właśnie ta miłość potrafi zmienić ludzkie życie.

O autorce:

Ola – spełniona (wreszcie!!!) Mama adopcyjna, miłośniczka podróży do miejsc dalekich od masowej turystyki, zafasycnowana kulturą i historią Bliskiego Wschodu, oraz pięknem byłych republik rosyjskich – Armenii i Gruzji. Kobieta z „lekkim piórem” i wytrwałością, jak przystało na maratonkę 🙂

O swoim największym Skarbie pisze na stronie: http://www.childadoption.eu/

  • w mojej rodzinnej wsi były przypadki adopcji dzieci i też zawsze o tym mówiono inaczej… było to podkreślane w rozmowach dorosłych, że TO dziecko jest adoptowane… jakby to miało jakieś znaczenie. Nie wiem czy bym umiała wychować dziecko adoptowane, ale wiem, że do wychowania dziecka trzeba dorosnąć, bo jeśli się tego nie czuje to bez sensu męczyć i siebie i dziecko tylko dlatego, że inni już mają…