Wczorajszy dzień spędziliśmy bardzo aktywnie. Był to jeden z niewielu dni który mogliśmy spędzić razem, w trójkę. Uznaliśmy, że nie możemy go zmanować, siedząc w domu i to „nie daj boże”, przed telewizorem.

Zaczęliśmy od długiego spaceru nieopodal lotniska Lublinek, zajrzeliśmy na osiedle Retkinia, gdzie mieszka Nadusiowa babcia, sprawdziliśmy czy w Macu nadal są dobre lody, a na placu zabaw zakończyliśmy. Dzień był pełen pozytywnych emocji i wrażeń. Nadia była zachwycona.

Jednak był moment, w którym zamarły nam na kilka długich sekund serca. Wychodzimy z klatki schodowej przy jednym z wielu retkińskich bloków. Zaraz pod klatką jest chodnik i bardzo mało uczęszczana droga dojazdowa do parkingu. Wcześniej znak strefy zamieszkania, ograniczenie do 20 km/h i garby wysokości słonia o które zawsze(!) zahaczam tłumikiem.  Naduśka uwielbia chodzić po krawężniku, nóżka za nóżką, nóżka za nóżką. Nie mam nic przeciwko. Ta czynność doskonale usprawnia równowagę. Została na chodniku, ja poszłam otworzyć samochód z kluczyka, stary wehikuł z zepsutym centralnym. Stał zaraz przy chodniku.

Odwróciłam na sekundę głowę i słyszę pisk hamulca próbującego spowolnić nadjeżdżający z zawrotną prędkością rower. Tysiąc myśli, szybko patrzę za Nadią. Widzę opartego o rower przestraszonego, młodego chłopaka może dwadzieścia lat, może osiemnaście. Przerażenie. Czuję przez tą sekundę napływające do oczu łzy. Obok Mała, stoi, jest cała. Uff… Tylko te jej oczy, niczym dwa spodki spoglądające to na mnie, to na niego. Niczym zagubione kociątko. Chwila i już jest w moich ramionach, Całe szczęście! Bo po tym samym chodniku pędzi dziewczyna, zatrzymuję się obok chłopaka nieświadoma całej sytuacji, z szelmowskim uśmiechem, prawie krzyczy – „Złapałam Cie w końcu”. Tysiąc myśli co mogło się stać.

Generalna zasada brzmi: rowerem po chodniku jeździć nie wolno (art.26 Prawa o Ruchu Drogowym)

We mnie wszystko buzuje. Mam ochotę wbić im do głów to szczeniackie zachowanie. Ludzie, czy zdajecie sobie sprawę co mogło się stać! Nie obwiniam tylko ich i tego tysiąca innych, którzy jeżdżą, a właściwie pędzą rowerem po chodnikach. Wiem, że jestem winna. Mogłam ją wziąć za rękę i nie pozwolić się jej bawić. W końcu byłam nieco ponad 1,5 metra od niej. Może moja wyobraźnia zaszwankowała, jakoś myślałam, że tam jest bezpieczna. Jednak, jaką wyobraźnie mają Ci młodzi ludzie?

Ulice pod blokami to miejsca zabaw, każdego dnia bawi się tam strasznie duża ilość dzieci w różnym wieku. Malują kredą po ulicach, jeżdżą na swoich maleńkich rowerkach biegowych, grają w piłkę. To nie miejsce na wyścigi kolarskie. Nawet nie chcę myśleć co mogłoby się stać, gdyby rozpędzony rower wjechał w jakieś dziecko lub matkę z wózkiem.

Sama dużo jeżdżę na rowerze. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się jeździć po chodniku, bo szybciej, bo wygodniej… Jednak od dziś wiem, że to się zmieni.

Owszem są okoliczności, że nasze prawo zezwala na jazdę rowerem po chodniku. Jednak to są tylko trzy wyjątki od reguły.

ROWEREM PO CHODNIKU, KIEDY MOŻNA?

Wyjątek pierwszy – Rowerzysta jedzie z dzieckiem do lat dziesięciu

Wyjątek drugi – Panują złe warunki atmosferyczne (śnieg, gołoledź, silny wiatr, ulewa, gęsta mgła)

Wyjątek trzeci – są spełnione jednocześnie trzy warunki:

    • chodnik ma co najmniej dwa metry szerokości,
    • ruch na jezdni jest dozwolony z prędkością ponad 50 km/h (w terenie zabudowanym),
    • brakuje oddzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla nich przeznaczonego.

mhixq1Y

Drogi rowerzysto!

Dzisiaj apeluję do wszystkich, którzy uwielbiają jeździć na rowerze, tak bardzo jak ja. Omijajcie chodniki, jest tyle dróg, jezdni, asfaltu.

Uważajcie na maluchy, które często wyrywają się rodzicom i biegną przed siebie. Każdemu, choć raz wyrwało się dziecko. Próbowało uciec, najzwyczajniej w świecie się bawiło. Chodnik to nie miejsce na wyścigi, to nie miejsce nawet na przejażdżkę. Wystarczy tylko chwila nieuwagi i może zdarzyć się prawdziwe nieszczęście.

Potrenuj wyobraźnię Drogi Rowerzysto i zdobądź się na odwagę, zapytaj sam siebie, czy umiałbyś żyć robiąc z jakiegoś dziecka kalekę?