Jeszcze trzy lata temu, gdy ktoś powiedział mi, że woli popracować w domu zamiast odpocząć, po nieprzespanej nocy – uśmiechałam się szyderczo i myślałam „ale głupota, nigdy w życiu”. Jako szczęśliwa panienka, miałam czas na wszystko. Miałam pracę, a moje mieszkanie było czyste i schludne. Był czas na przyjemności, bogate życie towarzyskie oraz liczne randki. Później zaszłam w ciąże, to też był okres ciągłego leniuchowania, mimo iż w między czasie zaplanowaliśmy i urządziliśmy wesele, obroniłam magistra i uporałam się z wieloma „zaległościami”. Leżałam do góry brzuchem, do mych obowiązków raptem należały zadania kury domowej (tfu menadżera gospodarstwa domowego). Przeczytałam niezliczoną ilość książek, obejrzałam masę interesujących produkcji filmowych i zanurzałam się w ciekawych serialach. Ach, co to było za życie!

Później na świat przyszła Nadia. Z miesiąca na miesiąc, powtarzałam jak mantrę – jak urośnie będzie lepiej. Nie mogłam przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nagle ktoś był ważniejszy niż potrzeby fizjologiczne i dobry sen. Dziwne, nie? Nie wspominam o innych rzeczach. Córka ma dwa i pół roczku, a ja już jakiś czas temu porzuciłam etat żony i matki idealnej. Nigdy tak do końca taka nie byłam, choć próbowałam – teraz to już nawet nie chcę taka być.

Zdarzają się dni, że jemy na mieście. Czasem o zabawki na podłodze można sobie nabić nie jednego guza. Tylko klocki lego są zawsze dobrze schowane, ale pewnie sami wiecie dlaczego. Mimo, iż pewne rzeczy zostawiam na kiedy indziej, nadal na przyjemności, na relaks i odpoczynek czasu jest za mało.

Mam jednak męża. Pracuje za dużo i za długo. Jednak, gdy jest w domu stara się, bym mogła chociaż usiąść do komputera. Ostatnio nawet zabrał Nadusię na kilka godzin, abym mogła się przespać. To był jeden z tych dni, gdy w mojej głowie odbywał się ostrzał artyleryjski  z nalotem bombowym. Ból nie do opisania. Pojechali. Ja niewiele myśląc, naćpałam się przeciwbólowych i położyłam do łóżka. Jedna minuta, trzecia, piąta. Nadal boli. Już wiem, że nie dam rady zasnąć.

Ciepła woda, ścierka w ręce i ruszyłam na podbój mieszkania. W dwie godziny wszystko lśniło. Gdy kończyłam myć podłogę, wrócili. Zadowoleni, roześmiani. Razem z bałaganem odszedł ból głowy. Takie nowe lekarstwo, znacie?

Leżąc wieczorem (czytaj w nocy koło 2) w łóżku, myślałam tylko o tym jak bardzo zmęczenie mi doskwiera i co za głupia baba ze mnie!

Jak teraz widzę wszystko z góry, wiem że większość wolnego czasu na przyjemności spędzam na pracy. Jadąc po nowe ubrania dla siebie – mam torby pełne zabawek i ciuszków dla córki. Nawet jedząc w restauracji, kupuję to, co mogę dać jej spróbować.

Moje życie zmieniło się całkowicie. Nie, nie żałuje. Jednak czasem marzę by cofnąć się do beztroskich czasów, kiedy to kogoś innego mogłam nazwać głupią babą, a nie siebie…

*zdjęcie pochodzi z www.morguefile.com